Tymczasowy Dom Wychowawczy MIRABEL

Pies, jak pies

  • środa, 28 marca 2012
    • Nie wszystko zawsze się udaje

      Ja z moją Mirabelą

      fot. Renata Gustowska

      Czytając
      moje wpisy bądź oglądając filmy ze szkolenia Avila, niektórzy mogą odnieść
      wrażenie, że wszystko nam przychodzi łatwo i szybko. Fakt, przez ten miesiąc
      dokonała się w Avilu wielka zmiana, ale… to nie znaczy, że jest psem idealnym,
      a ja mam różdżkę czarodziejską, za pomocą której go naprawiam.

      Choć boksio jest zdrowym psem, to ma najgorsze rany z możliwych ran, których nie
      widać. A te leczy się dużo trudniej. Nie można podać antybiotyku ani witamin.
      To rany psiej duszy. Trudno się goją i zawsze mogą odnowić. Dużo czasu minie,
      zanim Avil nauczy się ufać człowiekowi w 100%, ale przez regularną, codzienną
      pracę ma szanse wrócić do równowagi psychicznej.

       Cieszę się każdym kroczkiem do przodu, ale każdego dnia zdarza się nam kroczek w tył.
      Trener nie może załamywać się porażkami i za długo ich przeżywać - tylko tyle,
      ile jest mu potrzebne na wyciągnięcie wniosków, pozwalających uniknąć w
      przyszłości popełnionych błędów. Dlatego dzielę się z Wami naszymi sukcesami,
      ale chciałabym, abyście wiedzieli, że chwilami nie jest łatwo nam się dogadać.
      Tym bardziej, że to chłopaczek dobrze wiedzący, czego chce. Muszę się nieźle
      nakombinować, aby zaakceptował moje propozycje, przekonać, że dane zachowanie
      bardziej mu się opłaca niż dotychczasowe. Przykładem może być np. przechodzenie
      przez próg. Ćwiczymy od pierwszego dnia, że nie należy się wpychać, skakać,
      piszczeć, szczekać itd. Pokazuję mu, że „siad” przed drzwiami, spokojne
      poczekanie na słowo „proszę” i spokojne wyjście z zatrzymaniem się zaraz za
      progiem, będzie dla niego bardziej opłacalne. A w sumie dla nas obojga
      przyjemniejsze. Jednak w związku z rozregulowanymi emocjami Avila i
      dotychczasowymi przyzwyczajeniami bardzo trudno jest mu to przyjąć. Dlatego raz
      nam się udaje, a innym razem nie. W pracy z psem nie używam narzędzi przymusu
      bezpośredniego typu kolczatka czy halter, pies zawsze ma wybór. Zależy mi, aby
      to on chciał być ze mną i bawić się w moją grę.

       Uważam, że używanie przymusu, siły czy agresji wobec psa świadczy o słabości, braku wiedzy i umiejętności trenera.

      Czy nigdy nie zdarza mi się krzyknąć na psa? Niestety, zdarza i wtedy czuję się
      fatalnie. To świadczy o mojej niedoskonałości i o tym, że jestem tylko
      człowiekiem. Jednocześnie pokazuje, nad czym w sobie muszę jeszcze popracować.
      Bo dobry trener powinien doskonalić przede wszystkim siebie i cały czas nad
      sobą pracować. Nie można dobrze szkolić psów będąc samemu rozchwianym
      emocjonalnie. Cierpliwość, opanowanie, spokojna konsekwencja - to jedne z
      najważniejszych cech dobrego specjalisty od zwierzęcych zachowań.

       Moja
      babcia nigdy nie mogła tego pojąć, ponieważ zna mnie od dziecka i doskonale
      wie, że nie mam cierpliwości, jestem wybuchowa i bardzo emocjonalna w stosunku
      do ludzi. Widząc mnie w pracy z psem, zadaje mi zawsze to samo pytanie: “Nie
      mogłabyś być taka dla ludzi, jak dla psów?” Niestety, nie potrafię.

      autor:              Sylwia Gajewska, fundacja "Pomocna Łapa"

      korekta tekstu: Renata Gustowska

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mirabel1972
      Czas publikacji:
      środa, 28 marca 2012 15:43
  • sobota, 17 marca 2012
    • Dlaczego psy skaczą na ludzi?

      Avil prygląda się z daleka na pracujących ludzi i na hałaśliwy traktorek

       

      Postawiłabym nieco inaczej pytanie. Dlaczego ludzie świergolą na widok psa, szczególnie
      szczeniaka, robiąc z siebie kretynów? Czy to tak trudno zrozumieć, że sami
      jesteśmy przyczyną tego, że pies skacze nam do twarzy, próbując uspokoić
      debila, któremu padło na mózg? Czy to tak trudno zrozumieć, że naszą postawą
      ciała i głosem rozbudzamy psie emocje, które wcale niekoniecznie oznaczają
      radość i często robią spustoszenie w psiej psychice? Jak możemy wymagać od psa,
      żeby zachowywał się normalnie i witał nas spokojnie, czy mijał na ulicy
      obojętnie, jeśli sami zachowujemy się, jak byśmy zwiali przed chwilą z
      psychiatryka?

      Chodzi spokojnie, nie ekscytując się obecnością obcych ludzi

                  Wiem, niektórych oburzą moje słowa,
      ale po latach szkolenia psów asystujących mam dość tego, że ludzie na ulicy
      psują nam, trenerom, ciężką pracę, w którą wkładamy mnóstwo wysiłku i czasu.
      Ponoszę odpowiedzialność za każdego psa wyszkolonego przez fundację „Pomocna
      Łapa” , ale to nie robot, którego da się zaprogramować - on uczy się przez całe
      życie i w każdym momencie. Tych złych rzeczy również. Przez takich
      bezmózgowców, głaskaczy, świergolaczy spotykanych na co dzień, na ulicy
      zagrożone jest zdrowie osoby z niepełnosprawnością, której towarzyszy pies
      asystujący.

               Jeśli ktoś wkłada rękę do mojej torebki, bez pytania, to mam prawo być oburzona, ale gdy ktoś dotyka mojego psa, to już to prawo zostaje mi odebrane?!

      Miłośnicy zwierząt?! Raczej osobniki z poważnym uszkodzeniem funkcji myślowych!

       Każdy właściciel może odmówić pogłaskania swojego psa!!!!!!!!! Ma do tego prawo. I źle
      zachowuje się ten, którego taka odmowa oburzy! Dlatego zanim ktoś zaczepi psa
      (pogłaszcze, przemówi, zaświergoli) powinien zapytać właściciela, czy można!
      Tego wymaga dobre wychowanie. Każdego dorosłego, sprawnego umysłowo człowieka, który zaczepia nie swojego psa, uważam za CHAMA. 

      Wita się grzecznie z czterema łapami na ziemi

      Jeśli ktoś widzi psa, którego właściciel ledwo trzyma  na smyczy, bo ten ciągnie, należy go ominąć
      łukiem, nie patrzeć nawet w jego stronę. Być może jest to pies adoptowany wczoraj
      ze schroniska, jest nie wychowany, a ten człowiek na drugim końcu smyczy staje
      na głowie ratując burkowi życie, choć sił mu już brak.

       Ignorując tę parę pomaga się w jego wychowaniu, a przynajmniej nie utrudnia.

                  Avil, który przechodzi u nas resocjalizację i szkolenie, miał nawyk skakania do twarzy człowieka. Dziś porusza się między obcymi ludźmi spokojnie, ignorując ich bądź w bardzo
      kulturalny sposób witając się z czterema łapami na ziemi. Dzięki temu, że przez
      ostatnie dwa tygodnie nikt nie robił cyrku i nie odgrywał roli małpy na jego
      widok, mógł nauczyć się odpowiedniego zachowania. Bo w momencie skoków był
      ignorowany. Miał również szansę pozostać w równowadze emocjonalnej, nie słysząc
      świergotu ludzkiego i przekonując się, że kontakt z człowiekiem może być
      przyjemny i spokojny.  Niestety, przed nim jeszcze dużo nauki, bo przez trzy lata życia układ nerwowy mocno mu się rozregulował, a w pamięci długotrwałej pozostały mocno zakodowane złe nawyki.

                Jeśli ktoś myśli, że nie lubię ludzi, to jest w błędzie. Nie znoszę jedynie głupoty ludzkiej, przez którą cierpią inne istoty.

      ps. Setki ludzi napisało to, co ja w sposób kulturalny tłumacząc sposób postrzegania świata przez  psa. Polecam przeczytanie choć jednej pozycji np. "Pies i Człowiek, Jak żyć zgodnie pod jednym dachem" Jean Donaldson. Książka dla każdego, napisana prostym zrozumiałym językiem.

      autor: Sylwia Gajewska

      korekta tekstu: Renata Gustowska

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Dlaczego psy skaczą na ludzi?”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mirabel1972
      Czas publikacji:
      sobota, 17 marca 2012 08:00
  • poniedziałek, 27 lutego 2012
    • Poradzę sobie z każdym psem

      Dlaczego piszę o psach z etykietą – agresywny? Dlatego, że mają one najmniejsze szanse na adopcję. Samo określenie „agresywny pies” wzbudza lęk w człowieku” i wtedy omija go szerokim łukiem. Spotkałam się z wieloma przypadkami, gdzie było ono nadużyte. Dlatego nie należy się uprzedzać. Oczywiście spotkałam i takie, które moim zdaniem nie powinny być przeznaczone do adopcji, bo stanowią zagrożenie dla otoczenia. I przy całej mojej sympatii do zwierząt, szczególnie do psów, to jednak uważam, że bezpieczeństwo człowieka jest najważniejsze. Nie dalej, jak wczoraj dostałam telefon z prośbą o konsultację (drugą) w sprawie suczki – kundelki. Jest to, dla mnie, właśnie taki przypadek. Ma ona na swoim koncie zagryzienie psa i ataki na ludzi. Nie znam jej przeszłości, z tego co wiem przechodziła z rąk do rąk. Mogę się jedynie domyślać, że właściciele nie radzili sobie z nią. Kiedy do niej pojechałam w stosunku do mnie nie wykazała, żadnych zachowań agresywnych, ale ja ją ignorowałam. Nie wyciągałam rąk do głaskania, oprócz momentu przywitania/obwąchania. Niedawno zaatakowała inną sukę, jak były na spacerze. Powód – nieznany. Nie było jedzenia, zabawki ani innych punktów zapalnych (wg. Przeprowadzonego wywiadu). Suka pogryzła swoją budę, bezustannie dyszy, szczeka i jest w ruchu. Wykluczono podłoże chorobowe takiego zachowania, pozostaje nie radzenie sobie z emocjami. Ostatnio opiekunka pojechała do ludzi, którzy chcieli ją adoptować. Podobno rzuciła się na nich i gdyby nie smycz Pan zostałby skaleczony zębami. Wizyta trwała dość długo, bo państwo myśleli, że się do nich przekona. Nie świadomie dodatkowo wzmacniając jej to złe zachowanie rzucaniem parówek. Nie podjęłam się pracy z tym psem. Dla mnie jest ona tykającą bombą. Jeśli byłby to ten sam pies, jednak mający właściciela, sprawa wyglądała by inaczej. Tak jak, inna suka w typie owczarka niemieckiego, mająca wspaniałą rozsądną młodą panią, która postanowiła zrobić wszystko, aby psu pomóc. Suczka miała problemy emocjonalne. Rozładowywała swoje napięcia poprzez gryzienie czegokolwiek. Smyczy, patyka lub człowieka. Niestety była bardzo pobudliwa. Widok psa, dziecka, mężczyzny i innych setki rzeczy doprowadzało ją do szaleństwa. W tym przypadku, aby można było z psem ćwiczyć niezbędne było wprowadzenie farmakologii. Oczywiście po konsultacji z weterynarzem. Rehabilitacja takiego psa trwa bardzo długo i jeśli ma on swojego człowiek, to przechodzą to razem. Nie ma jednak nigdy gwarancji, że ten sam pies przy innym człowieku w innych okolicznościach nie wróci do swoich złych nawyków. Wcześniej pisałam o bokserach, które są moją ulubioną rasą i żebym nie była tendencyjna, to powiem, że zdarzyło mi się powiedzieć o jednym przedstawicielu tej rasy, że moim zdaniem jest on nie „adoptowalny”. Nie znana była jego historia, ale stanowił dość poważne zagrożenie dla otoczenia. Potrafił zaatakować człowieka niespodziewanie. Czy należy polegać na opinii jednego specjalisty od zachowania psów. Nie. Należy szukać pomocy u innych. Kilka dni temu spotkałam jednego pana w poczekalni u weterynarza i jak to w poczekalni zaczęliśmy rozmawiać o psach. Powiedziałam, że jestem trenerem psów. Na co pan odrzekł: „o przyprowadzę pani psa, z którym sobie pani nie poradzi”. W naszym domu tymczasowym spodziewam się różnych psich przypadków. I być może będą takie, z którymi sobie sama nie poradzę. Wtedy nie będę miała obaw skorzystać z pomocy innych moich kolegów. Nie twierdzę, że z każdym sobie poradzę, niestety nie jestem nie jestem Cesarem Millanem.I jeśli, jako właściciel psa trafiłabym do trenera, który tak twierdzi, nie miałabym do niego całkowitego zaufania. Psy w swej prostocie są bardzo skomplikowanymi organizmami. Już wiele lat prowadzonych jest mnóstwo badań i obserwacji na całym świecie, a na niektóre pytania dotyczące zachowania psów nie znamy odpowiedzi.

      autor:Sylwia Gajewska

      korekta tekstu: Renata Gustowska

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mirabel1972
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 27 lutego 2012 09:21
  • piątek, 24 lutego 2012
    • Kto był agresywny? Pies czy dzieci?

      Wiele lat
      temu poproszono mnie o konsultację w domu, w którym był agresywny bokser.
      Ugryzł panią domu, warczał na dzieci, starsze z nich również zahaczył zębem.

      Wywiad:
      pies rasy bokser z rodowodem.

      Imię:
      Homer.

      Wiek: 9
      miesięcy.

      Rodzina:
      rodzice i dwójka dzieci (“do uśpienia”). Starsze ok. 6 lat, młodsze ok. 2 lat.

      Otoczenie:
      dom jednorodzinny, mały ogródeczek, do którego pies nie miał wstępu, bo drzewka
      obsikiwał. Przez całe swoje dziewięciomiesięczne życie chodził na trzy spacery
      dziennie na smyczy. Nigdy nie miał bezpośredniego kontaktu z innymi
      przedstawicielami swojego gatunku. Jednym słowem, pies spędzał większość czasu
      w domu.

      Gdy weszłam
      do salonu, starsze dziecko, nie zwracając uwagi na moją obecność, właśnie
      wymuszało wrzaskiem coś na rodzicach. Pani domu, mówiąc do mnie próbowała
      przekrzyczeć syna i to mniejsze plączące się przy nogach, całe w spazmach, bo
      chcące wejść na stół i po nim  pochodzić.
      W końcu mama postawiła maleństwo na stole, aby się na chwilę uspokoiło i dało
      porozmawiać. W tym wszystkim zupełnie roztrzęsiony pies, bo właśnie dostał
      przez grzbiet czymś od starszaka, ponieważ tatuś na niego krzyknął i szarpiąc
      się z małolatem „wyprosił” z pokoju.

      Stałam tam
      równie roztrzęsiona i skołowana, jak ten pies. Jak mam pracować z ludźmi nad
      psem, jeśli nie radzą sobie ze sobą i własnymi dziećmi? Dzisiaj nie dałabym
      sobie rady, co dopiero 11 lat temu, gdy miałam dużo mniejsze doświadczenie!
      Jedynym słusznym rozwiązaniem było jak najszybciej wyjść z tego domu i nigdy
      nie wracać. Tak też zrobiłam. Minęło tyle lat, a ja mam przed oczami mamę
      stawiającą na stół rozwrzeszczanego (chętnie powiedziałabym: bachora) dwulatka
      i sześciolatka okładającego pięściami ojca. To był półgodzinny koszmar, w
      trakcie którego miałam ochotę pogryźć wszystkich i nie dziwiłam się psu, że to
      czasami robił. Mnie wystarczyło 30 minut, a on tam spędził 7 miesięcy, bez
      chwili oddechu, bez możliwości odreagowania na spacerze, np. w zabawie lub
      węszeniu. Nieraz pewnie oberwał od małolatów i jako szczeniak musiał przeżywać katusze.
      Nie dziwię się, że gdy nabrał siły, zaczął się bronić. Często rodzice, kupując
      psa dla dziecka, wymagają od psa, aby znosił wszystko w milczeniu, zamiast
      uczyć dziecko właściwego podejścia do zwierząt. Podejrzewam, że jak dzieci
      zajmowały się pieskiem, to rodzice mieli chwilę spokoju.

      Wyszłam
      stamtąd, tak szybko, jak się dało, a ze mną bokser. Nawet się nie obejrzeliśmy
      i nigdy tam nie wróciliśmy. Właściciele chętnie zrzekli się go. Niestety, pobyt
      w tym domu zostawił ślad w psychice psa. Moja córka miała wtedy 9 lat. Jak
      przyjechałam do domu, chciała się z psem przywitać. Powstrzymałam ją i
      wytłumaczyłam, że pieskowi trzeba dać odpocząć. Jak wyszłam z nim i z moją
      bokserką na spacer bez smyczy, pies miał „uśmiech na pysku”. Szalał radośnie,  bawił się z Mirabelą, tarzał w trawie, co
      chwila podbiegając do mnie, a raczej - mówiąc otwarcie - wpadając na mnie ze
      szczęściem w oczach.

      W domu przy
      mojej córce cały sztywniał. Po kilku dniach pozwoliłam jej spokojnie go
      pogłaskać; niestety, zareagował na to warczeniem. Oberwało się chłopakowi,
      wcale nie ode mnie, tylko od Mirabeli, która Paulinę „kochała miłością wielką”
      i zawsze stawała w jej obronie. Nigdy więcej na córkę nie warknął, jednak cały sztywny
      odwracał głowę na jej widok. Ani w stosunku do mnie, ani innych osób dorosłych,
      nie wykazywał żadnych oznak agresji(poza jednym przypadkiem o którym napiszę przy innej okazji). W miarę upływu czasu coraz lepiej
      tolerował obecność dziecka w domu, jednak nigdy nie był swobodny w kontakcie.
      Od czasu do czasu prosiłam córkę, by go pogłaskała. To było nieprawdopodobne
      zjawisko, nigdy wcześniej nie spotkałam się z czymś takim. Dużo później
      widziałam szczeniaka z nadwrażliwością dotykową - zachowywał się podobnie. W
      momencie dotyku przez dziecko skóra Homerowi „cierpła” i „chodziła”. Nie umiem
      tego inaczej ująć. Sierści nie miał zjeżonej, jednak włos postawiony i ruchy
      skóry, jakby unikał bólu. Nigdy nie został wyleczony z tej traumy. Nigdy więcej
      też nie zdarzyło mu się straszyć córki, ale ona też go nie zaczepiała. Po roku
      znalazłam mu dom bez dzieci. Pies w odróżnieniu od większości ludzi potrafi żyć
      “tu i teraz”, jednak przeszłość może odbić się piętnem na całym jego psim
      życiu.

       

      ps.

      Jedna z osób czytających tego bloga bardzo dosłownie odebrała
      kawałek tekstu:  „dzieci (do uśpienia)”.
      Podyskutowaliśmy sobie na facebooku i (abstrahując od tego, że to przenośnia ),
      w sumie to nie w tym miejscu jej użyłam. Powinno być: Rodzice.

      Dzieci w tym przypadku również były ofiarami, ale da się je
      wychować. Z dorosłymi trudniej. Aczkolwiek uważam, że również możliwe
      przynajmniej w niektórych przypadkach. Dlatego Fundacja „Pomocna Łapa” prowadzi
      również programy edukacyjne dla dzieci, młodzieży i dorosłych.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mirabel1972
      Czas publikacji:
      piątek, 24 lutego 2012 20:17
  • czwartek, 23 lutego 2012
    • Mój pies mnie ugryzł. Muszę go uśpić.

      Trzeba pamiętać, że z jakiegoś powodu pies znalazł się w schronisku.

      Jest kilka procent psów, które mają na swoim koncie ugryzienie człowieka. Czy to znaczy, że taki pies nie
      nadaje się do życia w domu z ludźmi? Jest agresywny?

      Nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Każdy przypadek jest inny.

      Trzeba pamiętać, że psy, nie atakują człowieka dopóki nie zostaną do tego zmuszone.
      Korzystają z wielu strategii unikania konfliktów, sygnałów uspokajających i grożących, aby uniknąć
      konfrontacji. Jaki z tego płynie wniosek.

      Psy nie są agresywne z natury, nie rodzą się takie. To ich doświadczenie i środowisko w jakim się
      wychowują wpływa na ich zachowanie, a w szczególności ….człowiek.

      Ostatnio przeprowadziłam mały eksperyment na własnym psie. (odradzam naśladowanie)

       Bokserka 7 letnia,
      szalona, ale bardzo łagodna - księżniczka Fiona:)

       

      Nigdy nie wykazała nawet
      sygnałów grożących w stosunku do żadnego człowieka. Uwielbia wszystkich
      a w szczególności mężczyzn. Jak większość bokserów pilnuje
      swoich zasobów szczególnie zabawek. Jednak człowiekowi zawsze oddaje bez
      większego problemu, czasami się zawaha, „zapyta” czy  na pewno musi ją oddać. Ma niezadowoloną minę:) i nie jest szczęśliwa z
      tego powodu, że się jej coś zabiera, ale nigdy w swoim życiu nikogo nie ugryzła.

       Zawsze wszystkim powtarzam, że każdy pies może
      ugryźć, ale czy łagodna Fiona byłaby do tego zdolna?

      Opis doświadczenia:

      Fina leżała z zabawką na kanapie

      1. Usiadłam koło niej – nic się nie zadziało
      2. Położyłam rękę na psie – nic się nie zadziało
      3. Położyłam rękę na jej pysku – głębszy oddech i energiczne machanie tym co zostało
             jej z ogona
      4. położyłam rękę na zabawce – wzrok skierowany na mnie przez ułamek sekundy, napięte
             mięśnie, odchylenie uszu. Pysk mocniej przyciśnięty do zabawki.
      5. położyłam głowę na psie w okolicy łopatek (nie dotykałam zabawki) – wzrok: na mnie
             na zabawkę, na mnie na zabawkę i przytrzymanie zabawki zębami,  wszystkie mięśnie napięte.
      6. Przybliżyłam twarz do zabawki i do pyska Fiony – to była ta granica wytrzymałości.
             Napięcie mięśni, trzęsienie się, powiększone źrenice i oczy wpatrujące się
             we mnie, podniesienie warg, warknięcie i kłapnięcie w stronę mojej twarzy.
          

      Między kolejnymi punktami
      robiłam ok. minutową przerwę. Pewnie wysłała szereg innych sygnałów, których
      moje nie doskonałe oko nie wyłapało, ale te wszystkie były wystarczająco
      wyraźne. Gdybym robiła to szybciej, gdyby w momencie eksperymentu podszedł inny
      pies, gdyby zaistniały inne dodatkowe okoliczności być może kłapnięcie
      nastąpiłoby szybciej.

      Czy Fionie można przypiąć etykietę : agresywna? 

      Niestety, często ludzie sami prowokują psa do zachowań agresywnych, a następnie chcą go uśpić, bądź oddają do
      schroniska. Ja przeprowadziłam mój eksperyment z pełną świadomością. I
      zapewniam, że mój pies jest nadal psem łagodnym kochającym ludzi i zabawę.

      Niektórym nasuwa się pewnie pytanie, jak ja zareagowałam. Zabrałam zabawkę i odeszłam. Nie pogryzłam się z własnym psem, za małe mam zęby. Nie skarciłam i nie udowadniałam, kto jest silniejszy. Nigdy również nie powtórzę tego doświadczenia i nie będą nas obydwu stawiać w niezręcznej sytuacji.  

      Występują niestety, również naprawdę
      ciężkie przypadki zachowań agresywnych u psów, ale o nich innym razem.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mirabel1972
      Czas publikacji:
      czwartek, 23 lutego 2012 13:03