Tymczasowy Dom Wychowawczy MIRABEL

Wpisy

  • sobota, 17 marca 2012
    • Dlaczego psy skaczą na ludzi?

      Avil prygląda się z daleka na pracujących ludzi i na hałaśliwy traktorek

       

      Postawiłabym nieco inaczej pytanie. Dlaczego ludzie świergolą na widok psa, szczególnie
      szczeniaka, robiąc z siebie kretynów? Czy to tak trudno zrozumieć, że sami
      jesteśmy przyczyną tego, że pies skacze nam do twarzy, próbując uspokoić
      debila, któremu padło na mózg? Czy to tak trudno zrozumieć, że naszą postawą
      ciała i głosem rozbudzamy psie emocje, które wcale niekoniecznie oznaczają
      radość i często robią spustoszenie w psiej psychice? Jak możemy wymagać od psa,
      żeby zachowywał się normalnie i witał nas spokojnie, czy mijał na ulicy
      obojętnie, jeśli sami zachowujemy się, jak byśmy zwiali przed chwilą z
      psychiatryka?

      Chodzi spokojnie, nie ekscytując się obecnością obcych ludzi

                  Wiem, niektórych oburzą moje słowa,
      ale po latach szkolenia psów asystujących mam dość tego, że ludzie na ulicy
      psują nam, trenerom, ciężką pracę, w którą wkładamy mnóstwo wysiłku i czasu.
      Ponoszę odpowiedzialność za każdego psa wyszkolonego przez fundację „Pomocna
      Łapa” , ale to nie robot, którego da się zaprogramować - on uczy się przez całe
      życie i w każdym momencie. Tych złych rzeczy również. Przez takich
      bezmózgowców, głaskaczy, świergolaczy spotykanych na co dzień, na ulicy
      zagrożone jest zdrowie osoby z niepełnosprawnością, której towarzyszy pies
      asystujący.

               Jeśli ktoś wkłada rękę do mojej torebki, bez pytania, to mam prawo być oburzona, ale gdy ktoś dotyka mojego psa, to już to prawo zostaje mi odebrane?!

      Miłośnicy zwierząt?! Raczej osobniki z poważnym uszkodzeniem funkcji myślowych!

       Każdy właściciel może odmówić pogłaskania swojego psa!!!!!!!!! Ma do tego prawo. I źle
      zachowuje się ten, którego taka odmowa oburzy! Dlatego zanim ktoś zaczepi psa
      (pogłaszcze, przemówi, zaświergoli) powinien zapytać właściciela, czy można!
      Tego wymaga dobre wychowanie. Każdego dorosłego, sprawnego umysłowo człowieka, który zaczepia nie swojego psa, uważam za CHAMA. 

      Wita się grzecznie z czterema łapami na ziemi

      Jeśli ktoś widzi psa, którego właściciel ledwo trzyma  na smyczy, bo ten ciągnie, należy go ominąć
      łukiem, nie patrzeć nawet w jego stronę. Być może jest to pies adoptowany wczoraj
      ze schroniska, jest nie wychowany, a ten człowiek na drugim końcu smyczy staje
      na głowie ratując burkowi życie, choć sił mu już brak.

       Ignorując tę parę pomaga się w jego wychowaniu, a przynajmniej nie utrudnia.

                  Avil, który przechodzi u nas resocjalizację i szkolenie, miał nawyk skakania do twarzy człowieka. Dziś porusza się między obcymi ludźmi spokojnie, ignorując ich bądź w bardzo
      kulturalny sposób witając się z czterema łapami na ziemi. Dzięki temu, że przez
      ostatnie dwa tygodnie nikt nie robił cyrku i nie odgrywał roli małpy na jego
      widok, mógł nauczyć się odpowiedniego zachowania. Bo w momencie skoków był
      ignorowany. Miał również szansę pozostać w równowadze emocjonalnej, nie słysząc
      świergotu ludzkiego i przekonując się, że kontakt z człowiekiem może być
      przyjemny i spokojny.  Niestety, przed nim jeszcze dużo nauki, bo przez trzy lata życia układ nerwowy mocno mu się rozregulował, a w pamięci długotrwałej pozostały mocno zakodowane złe nawyki.

                Jeśli ktoś myśli, że nie lubię ludzi, to jest w błędzie. Nie znoszę jedynie głupoty ludzkiej, przez którą cierpią inne istoty.

      ps. Setki ludzi napisało to, co ja w sposób kulturalny tłumacząc sposób postrzegania świata przez  psa. Polecam przeczytanie choć jednej pozycji np. "Pies i Człowiek, Jak żyć zgodnie pod jednym dachem" Jean Donaldson. Książka dla każdego, napisana prostym zrozumiałym językiem.

      autor: Sylwia Gajewska

      korekta tekstu: Renata Gustowska

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Dlaczego psy skaczą na ludzi?”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mirabel1972
      Czas publikacji:
      sobota, 17 marca 2012 08:00
  • poniedziałek, 12 marca 2012
    • Myślenie kontra emocje

      Minął tydzień odkąd Avil zamieszkał w Domu Tymczasowym
      "Mirabel".
      Początkowo miałam ambitny plan opisywać nasze wspólne ćwiczenia każdego dnia, 
      ale zabierają nam one większość czasu, a przecież mam jeszcze 4 nasze psy, 
      którym muszę również poświęcić parę chwil. Doba jest za krótka!!!  Z Avilem spędzam codziennie 
      od 4 do 7 godzin. 
      Pomimo, że bokser nie zna żadnych komend oprócz "siad" (i to też tylko wtedy, gdy  ma na to ochotę), nie skupiam się na ich nauce. 
      Każdą możliwą chwilę wykorzystuję, by wzmocnić, albo raczej nauczyć go więzi z człowiekiem. 
      Pokazuję, że  warto się zaprzyjaźnić, razem spędzać czas na zabawie i wspólnych spacerach. 
      Aby obniżyć jego działania pod wpływem emocji, muszę zmusić go do myślenia.
      Choć nie jestem fanatykiem klikera, to uważam, że jest on w wielu sytuacjach pomocny. 
      Użyłam go do pierwszego, prostego ćwiczenia z kształtowania: targetowanie nosem końcówki 
      patyczka. Na filmie można zobaczyć, jak Avil spokojnie pracuje i przy tym myśli. 
      Sama nauka czynności jest bardzo prosta i psy szybko się jej uczą.Ważniejsze dla mnie jest to, 
      że mój podopieczny wykonuje to spokojnie, choć obecność drugiego człowieka z kamerą  to 
      dla niego nowość w tej sytuacji , dlatego jest trochę chwilami rozproszony.
       
      http://www.youtube.com/watch?v=WsUz3aEGF6w&feature=channel
       

      Ćwicząc z  psem ludzie często zapominają o psich emocjach albo o nich nie wiedzą, więc nie zwracają na nie uwagi. Szkoląc psy asystujące dla osób  niepełnosprawnych nauczyłam się, że mniej ważne jest, czy pies usiądzie równo czy krzywo. Ważniejsze, jak się w tej sytuacji czuje. Na pewno każdy z nas widział psy wyszkolone sportowo. Tam liczy się przede wszystkim precyzja i szybkość. Mało jest szkoleniowców, którzy dbają o komfort psychiczny takiego psa. Wystarczy pójść na pierwsze lepsze zawody agility czy nawet obedience; większość występujących psów jest zestresowanych i sfrustrowanych. Dlatego jeśli ktoś z Was chciałby uprawiać ze swoim psem sport, to poświęćcie więcej czasu na poszukanie takiej szkoły, w której instruktorzy dbają nie
      tylko o zaspokojenie ambicji swoich i właściciela, lecz również, a może nawet przede wszystkim, o stan emocjonalny psa.

       tekst: Sylwia Gajewska

      korekta: Renata Gustowska

       
       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mirabel1972
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 12 marca 2012 15:44
  • piątek, 09 marca 2012
    • Czy uda się Avilowi osiągnąć równowagę emocjonalną?

      Niedziela 04.03.2012

      Wstępny plan, jaki sobie zrobiłam, zakładał, że
      przez co najmniej tydzień niczego z Avilem nie ćwiczę. Daję mu totalny luz, aby
      mógł spokojnie poznać nowe środowisko i przyzwyczaić się do niego. Jedynie
      konsekwentnie wymagam dobrego zachowania w określonych sytuacjach, np. nie
      ciągnięcia na smyczy, grzecznego przechodzenia przez próg, nie skakania na mnie,
      powrotu na zawołanie itd. Dzisiaj mój plan uległ  małej modyfikacji.

      Ponieważ wielkie było moje zdziwienie po porannych
      wyczynach, gdy nagle po południu pies był jakby odmieniony! Moje tłumaczenie
      zaczęło przynosić efekty! Zaskakująco szybko. Czy on taki mądry, czy ja tak
      dobrze tłumaczę? Myślę, że jedno i drugie.

      Wieczorny spacer to potwierdził. Pies chwilami
      grzecznie szedł przy nodze - zarówno na smyczy, jak i bez J. Reaguje w 90 % na zawołanie, prawie nie zdarza mu
      się na mnie skakać. Normalnie szok! Wniosek jest taki, że gdy zaoferowałam
      Awilowi po prostu spokój i konsekwencję, szybko i ładnie przyswoił podstawy.
      Czyli możemy zacząć ćwiczyć.

      Wzięłam go też dzisiaj do mieszkania,  żeby
      zobaczyć, jak będzie się tam zachowywał - dla niego mogła to być trudna sytuacja
      ze względu na przejścia w poprzednich domach.

      Był trochę niespokojny i
      popiskiwał, ale po jakimś czasie się uspokajał i grzecznie leżał na miejscu
      zasypiając i oczywiście chrapiąc ;). Od czasu do czasu wstawał, obwąchiwał
      wszystko jeszcze raz, żeby znów się położyć. Awil ma jedną wspaniałą zaletę: NIE
      SZCZEKA. Gdy  działo się coś na zewnątrz, podnosił głowę i ewentualnie cicho
      popiskiwał.

      Mój
      plan zakładał od początku:

      1. zmianę diety
      2. używanie tylko szelek, bez obroży, która wywołuje u
        niego frustrację
      3. po tygodniu rozpoczęcie ćwiczeń (tu nastąpiła zmiana, delikatne ćwiczenia
        rozpoczniemy jutro)
      4. KASTRACJĘ!!!!!!!!!!!:)

      Problemy, jakie mają ludzie z psami w większości wynikają z braku zaspokojonych potrzeb psa. Jedną z takich potrzeb jest poczucie bezpieczeństwa. Czy pies może czuć się bezpiecznie przy sfrustrowanym człowieku,  w domu, gdzie ciągle są krzyki, w domu, gdzie nie ma ustalonych jasnych zasad? Odpowiedź jest oczywista "NIE", ale czy człowiek zdaje sobie sprawę z własnego stanu emocjonalnego. Często pies ma być lekarstwem, namiastką, zastępstwem, pocieszeniem.... To naprawdę nie są dobre powody wzięcia psa. Trzeba pamiętać, że psy są bardzo wrażliwe i bardzo silnie odbierają nasz stan emocjonalny. To człowiek powinien być liderem w tym związku psio-ludzkim, ale lider to jednostka ODWAŻNA, SILNA i STABILNA EMOCJONALNIE, SPOKOJNA, ZRÓWNOWAŻONA, UMIEJĄCA PODEJMOWAĆ DECYZJE I KONSEKWENTNIE JE EGZEKWOWAĆ.

      Avil z dnia na dzień ma coraz większe zaufanie do mnie i poczucie bezpieczeństwa. Nie musi walczyć, ani bronić niczego. Mój stan emocjonalny jest stabilny, moje propozycje są dla niego korzystne, dlatego coraz chętniej robi to o co go poproszę. Cokolwiek chcę, żeby zrobił nie używam siły ani nacisku. Daję mu czas na zastanowienie się. I tylko pomagam mu dokonać właściwego wyboru :))) Decyzja oczywiście jest jego:))))))).

       Jak w małżeństwie. Facet myśli, że rządzi i podejmuje decyzje, jest przecież głową rodziny, ale osadzoną na szyi....:)))


       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mirabel1972
      Czas publikacji:
      piątek, 09 marca 2012 20:11
  • poniedziałek, 05 marca 2012
    • WIEJSKI AMANT NA ŚRODKU POLA

      Tutaj możecie zobaczyć słodkiego Awila zaraz po przyjeździe do DT "MIRABEL"http://youtu.be/FEw4NFe-Vdc

       

      4.03.2012r

      Drugi
      dzień pobytu Awila w DT „Mirabel”. Poranny spacer o 6.30 zwariowany. Czuję, że
      moje ręce są coraz dłuższe. Pies szarpie smyczą niemiłosiernie, wychodzenie z
      pomieszczenia jest męczarnią dla niego i dla mnie. Próbuje przeciskać się
      między mną a drzwiami, mój refleks i timing podlegają ciągłemu sprawdzianowi.
      Spuszczony ze smyczy bokser startuje jak torpeda wszystko jedno w którym
      kierunku, wraca do mnie z tą samą prędkością. Myślę, że przestawienie moich
      kolan w drugą stronę jest tylko kwestią czasu. Choć przyznaję: ani razu mnie
      nie uderzył, zawsze zdążył ze zmianą kierunku. Jednak jak nie moje kolanka, to
      jego ząbki, na które muszę równie mocno uważać, bo słodki Awil chętnie daje
      buziaki z rozbiegu. I tak czujna spaceruję z moim nowym podopiecznym po
      otaczających nas łąkach, co chwila zmieniając kierunek.

      Otaczający
      nas błogi spokój jednak nie obniża energii tego psa, mojej też nie. Szczególnie
      jak wskakuje na mnie 33 kilo boksera i upiera się, że wybrał mnie na partnerkę
      seksualną. Powiedziałabym, że zakochany bokser jest jak zakochany południowiec.
      Temperamentny, szybki i upierdliwy. Na szczęście nie miałam nigdy narzeczonego
      Włocha, Hiszpana czy Greka. Spotkanie Awila to i tak nadmiar emocji.

                  Spokojna, ale uważna, aby nie
      stracić bądź nie mieć uszkodzonej jakiejś części ciała, próbuję wychować psisko
      przy tak doskonałej okazji, jaką jest spacer. Staram się przekonać go, że nie
      grozi mu z mojej strony niebezpieczeństwo ani ograniczenie jego swobody. W tym
      celu przykucnęłam, aby zachęcić go do podejścia do mnie. Nie zdążyłam nawet się
      obejrzeć, jak wylądowałam na kolanach, a na mnie pies wykonujący ruchy
      kopulacyjne! Zerwałam się, odsuwając go z całej siły i rozejrzałam wokoło. Taki
      widok mógł również widza powalić na kolana, ale ze śmiechu! Jak bym
      wytłumaczyła sąsiadom, że ja właśnie szkolę tego psa?! ;))

      Byłam
      nieco zażenowana całą sytuacją, jednak zadowolona, że nie wydarzyło się to na
      trawniku w centrum Warszawy. Jak ochłonęłam, przypięłam winowajcę na smycz i nadal
      próbując nie stracić rąk, wróciłam do domu.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mirabel1972
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 05 marca 2012 11:32
  • niedziela, 04 marca 2012
    • AWIL

      Trzeciego marca ok. godziny 12.00
      przyjechała ekipa z fundacji: „Boksery w potrzebie”, a z nimi przepiękny 3 letni
      bokser Awil. Z wyglądu cudeńko. Zgrabniutki z przepiękną mordką o czarnej masce

      Pierwszy dzień

      Jechał w samochodzie parę godzin, dlatego od razu poszliśmy wszyscy na spacer.
      Oczywiście puściliśmy go bez smyczy. Nie ukrywam, że z lekką nutką niepokoju,
      ponieważ nikogo z nas pies dobrze nie znał i nie było pewności, że wróci na
      zawołanie. Tym bardziej, że do tej pory boksiołek mieszkał na zamkniętym
      terenie,  mając jako schronienie zgniłą komórkę. Istniało niewielkie ryzyko, że
      widząc taką przestrzeń zwariuje. I tak się stało. Wariował z radości. Szalał,
      galopował, skakał, ale blisko nas. Nie w głowie było mu oddalanie się i
      uciekanie, bo nie było też powodu. Młody chłopak nawet mnie zmobilizował i
      zachęcił do wspólnej zabawy. Pobiegaliśmy razem po łące, aby nawiązać pierwszy
      kontakt.

      pobiegamy?

      Awil do tej pory przeszedł przez trzy „domy”. „Domy” napisałam w cudzysłowie nie bez przyczyny. Myślę, że dokładny opis jego historii będzie można przeczytać na stronie fundacji „Boksery
      w potrzebie”. Ja wspomnę tylko o niektórych szczegółach ważnych dla
      prowadzenia resocjalizacji psa:

      1. w drugim domu przywiązywany był do kaloryfera (nie wiem,
        w jakim celu i na jak długo).
      2. w trzecim domu mieszkał w/w komórce, większość czasu
        przebywał sam, z małym kontaktem z człowiekiem.   
      3. chodził w kolczatce, za którą był szarpany. Ma bardzo złe
        skojarzenia z obrożą i jakąkolwiek manipulacją przy szyi, np. zapięcie
        smyczy.
      4. Awil został zmuszony do obrony i ma na koncie ugryzienie
        człowieka. Z tego też powodu trafił do mnie, bo groziła mu eutanazja

      Muszę wszystko dokładnie obwąchać

      Jest u mnie dopiero 24h, więc nie mam pełnego obrazu tego
      psa. Mogę opisać jedynie to, co zaobserwowałam do tej pory.

      Kontakt z człowiekiem wyzwala w nim maksymalne emocje. Skacze, podgryza, wykonuje ruchy
      kopulacyjne. Cały jest rozdygotany. Myślę, że emocje to główny temat naszej
      wspólnej pracy. Druga rzecz to energia, która nie miała do tej pory ujścia. Poza
      tym jest to pies odważny i źle znoszący zakazy. Konfrontacja z nim może skończyć
      się ugryzieniem. Ja jednak nie mam zwyczaju wchodzić w konfrontację z żadnym
      psem. Nie korci mnie sprawdzanie uścisku szczęk, przyjmuję, że moje są
      słabsze.
      Dawaj buziaka!
      Awil na
      kolejnych spacerach cieszy się wolnością i możliwością ruchu, przy czym nigdy
      nie oddala się ode mnie. Nie podchodzi jednak za blisko. Bierze smaczka i szybko
      odchodzi. Przy próbie pogłaskania odchodzi, bądź wpada w niepohamowany przypływ
      emocji. Wtedy zaczyna skakać, kopulować i łapać rękę (NIE GRYŹĆ). Nie potrafi
      chodzić na smyczy, szarpie, podgryza ją i piszczy. Pies potrzebuje dużo spokoju,
      ruchu i stabilizacji, a przede wszystkim nauki spokojnego kontaktu z
      człowiekiem.
      Siadać też umiem
      wkrótce film z pierwszego spaceru!
       
      autor tekstu i zdjęć: Sylwia Gajewska
      korekta tekstu: Renata Gustowska

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mirabel1972
      Czas publikacji:
      niedziela, 04 marca 2012 12:42
  • poniedziałek, 27 lutego 2012
    • Poradzę sobie z każdym psem

      Dlaczego piszę o psach z etykietą – agresywny? Dlatego, że mają one najmniejsze szanse na adopcję. Samo określenie „agresywny pies” wzbudza lęk w człowieku” i wtedy omija go szerokim łukiem. Spotkałam się z wieloma przypadkami, gdzie było ono nadużyte. Dlatego nie należy się uprzedzać. Oczywiście spotkałam i takie, które moim zdaniem nie powinny być przeznaczone do adopcji, bo stanowią zagrożenie dla otoczenia. I przy całej mojej sympatii do zwierząt, szczególnie do psów, to jednak uważam, że bezpieczeństwo człowieka jest najważniejsze. Nie dalej, jak wczoraj dostałam telefon z prośbą o konsultację (drugą) w sprawie suczki – kundelki. Jest to, dla mnie, właśnie taki przypadek. Ma ona na swoim koncie zagryzienie psa i ataki na ludzi. Nie znam jej przeszłości, z tego co wiem przechodziła z rąk do rąk. Mogę się jedynie domyślać, że właściciele nie radzili sobie z nią. Kiedy do niej pojechałam w stosunku do mnie nie wykazała, żadnych zachowań agresywnych, ale ja ją ignorowałam. Nie wyciągałam rąk do głaskania, oprócz momentu przywitania/obwąchania. Niedawno zaatakowała inną sukę, jak były na spacerze. Powód – nieznany. Nie było jedzenia, zabawki ani innych punktów zapalnych (wg. Przeprowadzonego wywiadu). Suka pogryzła swoją budę, bezustannie dyszy, szczeka i jest w ruchu. Wykluczono podłoże chorobowe takiego zachowania, pozostaje nie radzenie sobie z emocjami. Ostatnio opiekunka pojechała do ludzi, którzy chcieli ją adoptować. Podobno rzuciła się na nich i gdyby nie smycz Pan zostałby skaleczony zębami. Wizyta trwała dość długo, bo państwo myśleli, że się do nich przekona. Nie świadomie dodatkowo wzmacniając jej to złe zachowanie rzucaniem parówek. Nie podjęłam się pracy z tym psem. Dla mnie jest ona tykającą bombą. Jeśli byłby to ten sam pies, jednak mający właściciela, sprawa wyglądała by inaczej. Tak jak, inna suka w typie owczarka niemieckiego, mająca wspaniałą rozsądną młodą panią, która postanowiła zrobić wszystko, aby psu pomóc. Suczka miała problemy emocjonalne. Rozładowywała swoje napięcia poprzez gryzienie czegokolwiek. Smyczy, patyka lub człowieka. Niestety była bardzo pobudliwa. Widok psa, dziecka, mężczyzny i innych setki rzeczy doprowadzało ją do szaleństwa. W tym przypadku, aby można było z psem ćwiczyć niezbędne było wprowadzenie farmakologii. Oczywiście po konsultacji z weterynarzem. Rehabilitacja takiego psa trwa bardzo długo i jeśli ma on swojego człowiek, to przechodzą to razem. Nie ma jednak nigdy gwarancji, że ten sam pies przy innym człowieku w innych okolicznościach nie wróci do swoich złych nawyków. Wcześniej pisałam o bokserach, które są moją ulubioną rasą i żebym nie była tendencyjna, to powiem, że zdarzyło mi się powiedzieć o jednym przedstawicielu tej rasy, że moim zdaniem jest on nie „adoptowalny”. Nie znana była jego historia, ale stanowił dość poważne zagrożenie dla otoczenia. Potrafił zaatakować człowieka niespodziewanie. Czy należy polegać na opinii jednego specjalisty od zachowania psów. Nie. Należy szukać pomocy u innych. Kilka dni temu spotkałam jednego pana w poczekalni u weterynarza i jak to w poczekalni zaczęliśmy rozmawiać o psach. Powiedziałam, że jestem trenerem psów. Na co pan odrzekł: „o przyprowadzę pani psa, z którym sobie pani nie poradzi”. W naszym domu tymczasowym spodziewam się różnych psich przypadków. I być może będą takie, z którymi sobie sama nie poradzę. Wtedy nie będę miała obaw skorzystać z pomocy innych moich kolegów. Nie twierdzę, że z każdym sobie poradzę, niestety nie jestem nie jestem Cesarem Millanem.I jeśli, jako właściciel psa trafiłabym do trenera, który tak twierdzi, nie miałabym do niego całkowitego zaufania. Psy w swej prostocie są bardzo skomplikowanymi organizmami. Już wiele lat prowadzonych jest mnóstwo badań i obserwacji na całym świecie, a na niektóre pytania dotyczące zachowania psów nie znamy odpowiedzi.

      autor:Sylwia Gajewska

      korekta tekstu: Renata Gustowska

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mirabel1972
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 27 lutego 2012 09:21
  • piątek, 24 lutego 2012
    • Kto był agresywny? Pies czy dzieci?

      Wiele lat
      temu poproszono mnie o konsultację w domu, w którym był agresywny bokser.
      Ugryzł panią domu, warczał na dzieci, starsze z nich również zahaczył zębem.

      Wywiad:
      pies rasy bokser z rodowodem.

      Imię:
      Homer.

      Wiek: 9
      miesięcy.

      Rodzina:
      rodzice i dwójka dzieci (“do uśpienia”). Starsze ok. 6 lat, młodsze ok. 2 lat.

      Otoczenie:
      dom jednorodzinny, mały ogródeczek, do którego pies nie miał wstępu, bo drzewka
      obsikiwał. Przez całe swoje dziewięciomiesięczne życie chodził na trzy spacery
      dziennie na smyczy. Nigdy nie miał bezpośredniego kontaktu z innymi
      przedstawicielami swojego gatunku. Jednym słowem, pies spędzał większość czasu
      w domu.

      Gdy weszłam
      do salonu, starsze dziecko, nie zwracając uwagi na moją obecność, właśnie
      wymuszało wrzaskiem coś na rodzicach. Pani domu, mówiąc do mnie próbowała
      przekrzyczeć syna i to mniejsze plączące się przy nogach, całe w spazmach, bo
      chcące wejść na stół i po nim  pochodzić.
      W końcu mama postawiła maleństwo na stole, aby się na chwilę uspokoiło i dało
      porozmawiać. W tym wszystkim zupełnie roztrzęsiony pies, bo właśnie dostał
      przez grzbiet czymś od starszaka, ponieważ tatuś na niego krzyknął i szarpiąc
      się z małolatem „wyprosił” z pokoju.

      Stałam tam
      równie roztrzęsiona i skołowana, jak ten pies. Jak mam pracować z ludźmi nad
      psem, jeśli nie radzą sobie ze sobą i własnymi dziećmi? Dzisiaj nie dałabym
      sobie rady, co dopiero 11 lat temu, gdy miałam dużo mniejsze doświadczenie!
      Jedynym słusznym rozwiązaniem było jak najszybciej wyjść z tego domu i nigdy
      nie wracać. Tak też zrobiłam. Minęło tyle lat, a ja mam przed oczami mamę
      stawiającą na stół rozwrzeszczanego (chętnie powiedziałabym: bachora) dwulatka
      i sześciolatka okładającego pięściami ojca. To był półgodzinny koszmar, w
      trakcie którego miałam ochotę pogryźć wszystkich i nie dziwiłam się psu, że to
      czasami robił. Mnie wystarczyło 30 minut, a on tam spędził 7 miesięcy, bez
      chwili oddechu, bez możliwości odreagowania na spacerze, np. w zabawie lub
      węszeniu. Nieraz pewnie oberwał od małolatów i jako szczeniak musiał przeżywać katusze.
      Nie dziwię się, że gdy nabrał siły, zaczął się bronić. Często rodzice, kupując
      psa dla dziecka, wymagają od psa, aby znosił wszystko w milczeniu, zamiast
      uczyć dziecko właściwego podejścia do zwierząt. Podejrzewam, że jak dzieci
      zajmowały się pieskiem, to rodzice mieli chwilę spokoju.

      Wyszłam
      stamtąd, tak szybko, jak się dało, a ze mną bokser. Nawet się nie obejrzeliśmy
      i nigdy tam nie wróciliśmy. Właściciele chętnie zrzekli się go. Niestety, pobyt
      w tym domu zostawił ślad w psychice psa. Moja córka miała wtedy 9 lat. Jak
      przyjechałam do domu, chciała się z psem przywitać. Powstrzymałam ją i
      wytłumaczyłam, że pieskowi trzeba dać odpocząć. Jak wyszłam z nim i z moją
      bokserką na spacer bez smyczy, pies miał „uśmiech na pysku”. Szalał radośnie,  bawił się z Mirabelą, tarzał w trawie, co
      chwila podbiegając do mnie, a raczej - mówiąc otwarcie - wpadając na mnie ze
      szczęściem w oczach.

      W domu przy
      mojej córce cały sztywniał. Po kilku dniach pozwoliłam jej spokojnie go
      pogłaskać; niestety, zareagował na to warczeniem. Oberwało się chłopakowi,
      wcale nie ode mnie, tylko od Mirabeli, która Paulinę „kochała miłością wielką”
      i zawsze stawała w jej obronie. Nigdy więcej na córkę nie warknął, jednak cały sztywny
      odwracał głowę na jej widok. Ani w stosunku do mnie, ani innych osób dorosłych,
      nie wykazywał żadnych oznak agresji(poza jednym przypadkiem o którym napiszę przy innej okazji). W miarę upływu czasu coraz lepiej
      tolerował obecność dziecka w domu, jednak nigdy nie był swobodny w kontakcie.
      Od czasu do czasu prosiłam córkę, by go pogłaskała. To było nieprawdopodobne
      zjawisko, nigdy wcześniej nie spotkałam się z czymś takim. Dużo później
      widziałam szczeniaka z nadwrażliwością dotykową - zachowywał się podobnie. W
      momencie dotyku przez dziecko skóra Homerowi „cierpła” i „chodziła”. Nie umiem
      tego inaczej ująć. Sierści nie miał zjeżonej, jednak włos postawiony i ruchy
      skóry, jakby unikał bólu. Nigdy nie został wyleczony z tej traumy. Nigdy więcej
      też nie zdarzyło mu się straszyć córki, ale ona też go nie zaczepiała. Po roku
      znalazłam mu dom bez dzieci. Pies w odróżnieniu od większości ludzi potrafi żyć
      “tu i teraz”, jednak przeszłość może odbić się piętnem na całym jego psim
      życiu.

       

      ps.

      Jedna z osób czytających tego bloga bardzo dosłownie odebrała
      kawałek tekstu:  „dzieci (do uśpienia)”.
      Podyskutowaliśmy sobie na facebooku i (abstrahując od tego, że to przenośnia ),
      w sumie to nie w tym miejscu jej użyłam. Powinno być: Rodzice.

      Dzieci w tym przypadku również były ofiarami, ale da się je
      wychować. Z dorosłymi trudniej. Aczkolwiek uważam, że również możliwe
      przynajmniej w niektórych przypadkach. Dlatego Fundacja „Pomocna Łapa” prowadzi
      również programy edukacyjne dla dzieci, młodzieży i dorosłych.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mirabel1972
      Czas publikacji:
      piątek, 24 lutego 2012 20:17
  • czwartek, 23 lutego 2012
    • Mój pies mnie ugryzł. Muszę go uśpić.

      Trzeba pamiętać, że z jakiegoś powodu pies znalazł się w schronisku.

      Jest kilka procent psów, które mają na swoim koncie ugryzienie człowieka. Czy to znaczy, że taki pies nie
      nadaje się do życia w domu z ludźmi? Jest agresywny?

      Nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Każdy przypadek jest inny.

      Trzeba pamiętać, że psy, nie atakują człowieka dopóki nie zostaną do tego zmuszone.
      Korzystają z wielu strategii unikania konfliktów, sygnałów uspokajających i grożących, aby uniknąć
      konfrontacji. Jaki z tego płynie wniosek.

      Psy nie są agresywne z natury, nie rodzą się takie. To ich doświadczenie i środowisko w jakim się
      wychowują wpływa na ich zachowanie, a w szczególności ….człowiek.

      Ostatnio przeprowadziłam mały eksperyment na własnym psie. (odradzam naśladowanie)

       Bokserka 7 letnia,
      szalona, ale bardzo łagodna - księżniczka Fiona:)

       

      Nigdy nie wykazała nawet
      sygnałów grożących w stosunku do żadnego człowieka. Uwielbia wszystkich
      a w szczególności mężczyzn. Jak większość bokserów pilnuje
      swoich zasobów szczególnie zabawek. Jednak człowiekowi zawsze oddaje bez
      większego problemu, czasami się zawaha, „zapyta” czy  na pewno musi ją oddać. Ma niezadowoloną minę:) i nie jest szczęśliwa z
      tego powodu, że się jej coś zabiera, ale nigdy w swoim życiu nikogo nie ugryzła.

       Zawsze wszystkim powtarzam, że każdy pies może
      ugryźć, ale czy łagodna Fiona byłaby do tego zdolna?

      Opis doświadczenia:

      Fina leżała z zabawką na kanapie

      1. Usiadłam koło niej – nic się nie zadziało
      2. Położyłam rękę na psie – nic się nie zadziało
      3. Położyłam rękę na jej pysku – głębszy oddech i energiczne machanie tym co zostało
             jej z ogona
      4. położyłam rękę na zabawce – wzrok skierowany na mnie przez ułamek sekundy, napięte
             mięśnie, odchylenie uszu. Pysk mocniej przyciśnięty do zabawki.
      5. położyłam głowę na psie w okolicy łopatek (nie dotykałam zabawki) – wzrok: na mnie
             na zabawkę, na mnie na zabawkę i przytrzymanie zabawki zębami,  wszystkie mięśnie napięte.
      6. Przybliżyłam twarz do zabawki i do pyska Fiony – to była ta granica wytrzymałości.
             Napięcie mięśni, trzęsienie się, powiększone źrenice i oczy wpatrujące się
             we mnie, podniesienie warg, warknięcie i kłapnięcie w stronę mojej twarzy.
          

      Między kolejnymi punktami
      robiłam ok. minutową przerwę. Pewnie wysłała szereg innych sygnałów, których
      moje nie doskonałe oko nie wyłapało, ale te wszystkie były wystarczająco
      wyraźne. Gdybym robiła to szybciej, gdyby w momencie eksperymentu podszedł inny
      pies, gdyby zaistniały inne dodatkowe okoliczności być może kłapnięcie
      nastąpiłoby szybciej.

      Czy Fionie można przypiąć etykietę : agresywna? 

      Niestety, często ludzie sami prowokują psa do zachowań agresywnych, a następnie chcą go uśpić, bądź oddają do
      schroniska. Ja przeprowadziłam mój eksperyment z pełną świadomością. I
      zapewniam, że mój pies jest nadal psem łagodnym kochającym ludzi i zabawę.

      Niektórym nasuwa się pewnie pytanie, jak ja zareagowałam. Zabrałam zabawkę i odeszłam. Nie pogryzłam się z własnym psem, za małe mam zęby. Nie skarciłam i nie udowadniałam, kto jest silniejszy. Nigdy również nie powtórzę tego doświadczenia i nie będą nas obydwu stawiać w niezręcznej sytuacji.  

      Występują niestety, również naprawdę
      ciężkie przypadki zachowań agresywnych u psów, ale o nich innym razem.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mirabel1972
      Czas publikacji:
      czwartek, 23 lutego 2012 13:03
    • Apel do osób zdecydowanych adoptować psa bezdomnego,

      Przygotujcie się na najgorsze, a będziecie mile
      zaskoczeni.

      Trzeba pamiętać, że takiemu psu zmienia się cały świat,
      pomimo, że oferujemy mu lepsze warunki niż miał dotychczas. On tamte warunki
      np. schronisko już znał. Psu trzeba dać czas i jak najbardziej ułatwić
      dostosowanie się do nowego otoczenia. Często taki pies jest sfrustrowany,
      rozchwiany emocjonalnie, dlatego pierwsze dni należy poświęcić na poznanie go,
      zbudowanie zaufania obustronnego. Niech w nowym domu, przy nowych ludziach
      nabędzie poczucia bezpieczeństwa. Dopiero, gdy emocje, związane ze zmianą
      opadną można próbować zapoznawać go choćby z innymi domownikami: kotami, psami,
      świnkami czy chomikami. On po kilku dniach i tak je zna, bo zapach roznosi się
      po całym domu, ale dając mu kilka dni spokoju sprawiamy, że przyzwyczaja się do
      ich obecności. Poza tym emocje związane z przeprowadzką już opadną do tego
      czasu, więc zapoznaniem z innymi domownikami przebiegnie spokojniej i sprawniej.
      Pamiętajcie również, że jeśli mieliście wcześniej, boksera, labradora, goldena,
      czy kundla i decydujecie się adoptować psa podobnego do poprzedniego to ten
      nowy choćby identyczny z wyglądu jest innym psem i będzie zachowywał się
      zupełnie inaczej.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mirabel1972
      Czas publikacji:
      czwartek, 23 lutego 2012 11:53
  • wtorek, 21 lutego 2012