Tymczasowy Dom Wychowawczy MIRABEL

Wpisy

  • sobota, 12 maja 2012
  • piątek, 20 kwietnia 2012
    • Avil-pies asystujący...?

      Zmieniając psu świat, naszym zdaniem, na lepszy, nie możemy
      oczekiwać, że pies będzie wdzięczny i momentalnie również się zmieni.

      Avil przyjechał do nas nieokrzesany, zagubiony, z poranioną
      duszą. Odważny, dzielny i dumny. Nie okazywał strachu przed nowym światem, ale
      nie ufał nikomu. Obserwował każdy ruch człowieka. Widać było, że pragnie
      kontaktu z ludźmi. Bywało, jednak, że chciał się przed nim bronić, gdy uznał,
      że może być bolesny.

      Dzisiaj Avil wie, że ręka człowieka, to tylko przyjemne doznania, choć odzywają się nadal stare nawyki, to pies je coraz lepiej kontroluje. Ufa ludziom z którymi mieszka. Choć nadal lubi robić rzeczy po swojemu, to coraz  więcej liczy się z nami.

       CZŁOWIEK ZAISTNIAŁ W JEGO PSIM ŻYCIU.

      Coraz chętniej z nami współpracuje, bawi się i przytula.

      Myślę, że jest to ostatnia szansa, jaką jego serce dało
      ludziom.

       Nie jest psem idealnym w rozumieniu ludzkim. Nigdy nie będzie ludzkim niewolnikiem. Za to
      może być super towarzyszem, partnerem i wreszcie przyjacielem. Pozostanie
      samodzielny i niezależny, tego nauczyło, go życie. Jednak, kiedy znajdzie się
      człowiek  który Avilowi, nie będzie chciał na siłę wpajać, naszych zasad. Który będzie rozumiał jego potrzebę wolności. Który da mu wreszcie poczucie bezpieczeństwa. I znajdzie drogę do
      jego złamanego serca. To ten piękny, dumny bokser będzie najlepszym przyjacielem, jakiego można sobie wymarzyć.

         Wspólnie spędzony czas z tym psem jest bezcenny.

      Trudno mu było na początku zaakceptować, a raczej przekonać się, że moje propozycje mogą być fajne i korzystne dla niego. Jest on jednak bardzo inteligentnym stworzeniem i choć lubi czasem robić po swojemu, to równie chętnie korzysta z mojego zaproszenia do wspólnych zajęć.

      http://www.youtube.com/watch?v=_kR9EZW2Wbw

      http://www.youtube.com/watch?v=QFuYVnKdAqg

      http://www.youtube.com/watch?v=7E89ReinBuE

      Kilka dni temu koleżanka słuchając moich opowiadań o Avilu w
      których często mówiłam co nam nie wychodzi, co chciałabym uzyskać, zmienić…itd.
      Stwierdziła, że tak zachowujących się psów, jak mój podopieczny pierwszego dnia
      u nas jest w mieście 90%. I żaden z właścicieli nie widzi problemu. A ja
      martwię się jego rozchwianymi emocjami i tym, że bardzo ekscytuje się w różnych
      sytuacjach, gdy on zachowuje się lepiej od tych 90% miejskich psów. Na koniec
      zapytała. Czy ty chcesz zrobić z niego psa asystującego?  Hm…

      Nie, na pewno nie, ale moje tzw. „zboczenie zawodowe”, być może, podświadomie w tym kierunku mnie prowadziło. Być może popadłam w sidła własnych ambicji, a być może tylko chcę, aby Avil miał szansę…. Bo wart tego jest. Zresztą tak. Marzy mi się, by Avilowe emocje były tak stabilne, jak psówasystujących wyszkolonych przez  "Pomocną Łapę". Dlatego, że  będzie mu wtedy w życiu łatwiej. Zresztą sama chciałabym mieć tak ustawione emocje.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mirabel1972
      Czas publikacji:
      piątek, 20 kwietnia 2012 10:09
  • środa, 18 kwietnia 2012
    • Wybór

      Ostatnio znajoma zadała mi > pytanie: dlaczego robię to co robię? I stwierdziła, że z moją wiedzą i
       doświadczeniem powinnam otworzyć szkołę dla psów i zarabiać na tym
      pieniądze. Stwierdziła, że to łatwiejsza droga, no i przynosząca konkretny dochód.
      Tym bardziej,  że w mojej okolicy nie ma nikogo, kto szkoli psy.
       W jednym się z nią zgodziłam: konkretny dochód. Co do pozostałych punktów,
       mam inne spojrzenie. Swoje   zdanie argumentowała tym, że taki instruktor w szkole poświęca kilka godzin
       miesięcznie, a cała robota spoczywa na właścicielu. Jak coś nie wychodzi, to winny jest on, a nie szkoleniowiec.
      Natomiast biorąc psa do siebie i to w dodatku problemowego, ryzykuję
       zdrowiem,  nie mam na kogo zrzucić odpowiedzialności za niepowodzenia, no i pieniądze
      żadne.  Nigdy nie patrzyłam na tę kwestię z tej perspektywy. Zastanowiłam się przez
       chwilę nad jej słowami i uważam, że wszystko to prawda, ale……
       I znowu „ale” najważniejsze
       Muszę powiedzieć, że szczerze > podziwiam moich kolegów prowadzących szkoły szkolenia psów.

      Dlatego, że oni pracują NAD LUDŹMI i ich zachowaniem, nie nad psami.

      A moim zdaniem to bardzo trudna praca.  Wiem,  jak trudno jest powstrzymać złość,

      widząc fajnego psa i nieogarniętego właściciela. Wiem, jak wkurza to, że ludzie nie słuchają,

       a tym samym nie stosują się do wskazówek, jak zasmuca fakt że niszczą własne psy. Czasami
       zdarza  się, że ktoś się do mnie zgłosi z prośbą o poradę, ale żeby ją uzyskać
        musi mu bardzo zależeć, bo w innym wypadku, nie ma czego u mnie szukać.
       Taką osobą była młoda studentka z 3 miesięcznym szczeniakiem w typie labradora.

       Wydawała się osobą rozsądną,  pomimo niechcianego gwiazdkowego prezentu
       w postaci pieska, podeszła bardzo odpowiedzialnie. Pomimo, że studiuje za
       granicą  wzięła psa ze sobą.  W niedługim czasie musiała wyjechać i miałyśmy
      ograniczony czas na naukę, dlatego prosiłam, aby wszystko sobie  zapisywała.

       W tej chwili suczka ma 7  miesięcy, a pani zadzwoniła do mnie zdruzgotana, bo sobie z nią nie radzi.
      Pies na  spacerze kompletnie nie zwraca na nią uwagi i  zawołany do niej nie podchodzi.

      Z relacji pani „sunia jest złośliwa, bo  dobrze  wie, że źle robi”, ”mnie ręka boli, a ona i tak robi później to samo”. W
       tym momencie zadałam pytanie „Od czego panią boli ręka? „No, bo jak już uda mi
      się ją złapać, to jej klapa przyłożę, ze złości, zresztą mówię jej, że jak ją  dorwę, to jej pokażę”.

      Trudno mi nawet opisać> własne uczucia, jakie mną targały i dobrze, że rozmowa odbywała się przez
       telefon. Pani sama dodała, że pamięta moje słowa, że: pies nie rozumie, że się  nie bije psa itd.,

      Ona jest jednak przekonana, że jej suczka rozumie. Poza  tym dziewczyna jest u kresu wytrzymałości nerwowej,

      bo podczas przywoływania sunia drażni się z nią.  Na co ja jej od razu opisałam, w jaki sposób zachowuje się jej pies w tej
       sytuacji. Oczywiście potwierdziła ze zdziwieniem, że nie widząc sytuacji opisałam  dokładnie zachowanie psa.

      Zapytałam również, czy przez te miesiące ćwiczyła warunkowanie gwizdka.

       Odpowiedź oczywiście przecząca. Nawet go nie kupiła. Jedyne, co mogłam jej
       poradzić, to żeby zwróciła się do specjalisty i zaczęła pracę nad sobą.
      Pani zrezygnowała ze spotkania. Zadzwoniła jednak wieczorem z
      płaczem, bo właśnie połamała parasolkę na psie, a on i tak robi swoje i ma
       ją w nosie. Cóż ja mogę zrobić? Nie jestem psychologiem ani psychiatrą! Żal mi oczywiście psa.
      Po takiej rozmowie stanowczo wolę  swoją pracę, chociaż biorę pełną odpowiedzialność na swoje barki, przeżywam
       porażki i sukcesy, ale najważniejsze jest to, że nie muszę denerwować się
       postępowaniem właścicieli wobec swoich psów. I choć nikt nie płaci mi za
      każdą godzinę pracy z psem - to robię to z ogromną przyjemnością. Moim zdaniem
       instruktorzy  prowadzący szkolenia dla ludzi z psami i tak za mało zarabiają, bez
      względu na  to, ile to jest. Leczenie nerwów jest bardzo drogie. Pozdrawiam ich
       wszystkich i trzymam za nich kciuki, bo ktoś tę robotę   musi wykonywać i cieszę się, że nie jestem to ja.
       
       Wracając do mojej pracy.
      Wspomniałam wcześniej o gwizdku. Dla mnie przywołanie i przywołanie
       awaryjne (gwizdek) to najważniejsze komendy. Pies może nie umieć siadać, warować…
      może  nic nie umieć, ale musi wracać. Dlatego pierwsze, co robię z psem, gdy
       trafi w moje ręce, pracuję nad warunkowaniem gwizdka.
       Wczoraj przekonałam się po raz kolejny, jakie to ważne. Byłam z Kazikiem i Avilem na spacerze.

      Już wracaliśmy i boksio oddalił się w stronę domu (zawsze jest pierwszy w domu). Jednak
       tego dnia zawąchał się na łące. Ja z labkiem dotarłam do domu, a jego nie było.
      Myślałam, że poszedł do sąsiada przywitać się, ale nie. Zaniepokoiłam się dość
       mocno, bo nigdy się to nie zdarzało, aby znikał na dłużej niż 3 minuty, a dodatkowo
       zbliżał się wieczór. W mojej głowie nastała burza, starałam się zachować
       spokój, ale wyobraźnia zaczynała brać górę. Wróciłam po gwizdek, użyłam i w
      ciągu minuty Avil był przy mnie, choć  biegł z bardzo daleka. Głupolek zamiast wrócić do domu, to szukał mnie w
       ostatnio widzianym miejscu. Widać było u niego zaniepokojenie i radość, że się
       odnaleźliśmy. U mnie zresztą też :).

      Tutaj film z ćwiczeń nad awaryjnym przywołaniem

       http://www.youtube.com/watch?v=PvPORrRkrmo

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      mirabel1972
      Czas publikacji:
      środa, 18 kwietnia 2012 23:18
  • niedziela, 15 kwietnia 2012
    • Bokserski poranek

      Avil pierwszy raz sam położył się na trwie w celu odpoczynku. Zaczyna rozumieć, że na zewnątrz nie trzeba być w ciągłym ruchu i ekscytować się wszystkimi odgłosami. Ptaszki fruwają, kotki ganiają, ludzie się kręcą... tak jest i już. A mądry bokser może mieć to wszystko w nosie i poprostu sobie poleżeć w słoneczny wiosenny dzień.

      Godzina 6.30 rano. Towarzystwo bokserskie zniesmaczone padającym deszczem.

       

       

       Żaden szanujący się bokser po mokrym i w deszczu nie łazi. W dodatku tak rano.

       Jeszcze krótka wymiana poglądów....

       ...i jednogłośnie uzgodniono: wracaamy do domu...

       Czekamy! Otwieraj te drzwi, bo nam w dooopki i łapki mokro

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mirabel1972
      Czas publikacji:
      niedziela, 15 kwietnia 2012 08:41
  • niedziela, 08 kwietnia 2012
    • Podsumowanie pierwszego miesiąca

      Minął miesiąc odkąd Avil mieszka w Tymczasowym Domu Wychowawczym „Mirabel”. Mamy na koncie kilka sukcesów i kilka porażek. W naszych warunkach to pies ideał, z natury spokojny, myślący i łagodny. Początkowo było różnie, jak do nas przyjechał wysłał mi 3 razy sygnały ostrzegawcze/grożące: 1. gdy chciałam mu zabronić jeść z ziemi pyszne znalezisko, warknął na mojego buta, którym próbowałam mu zasłonić te pyszności; 2. gdy miał kosteczkę - jego wzrok wyraźnie dawał komunikat: “Nawet nie próbuj podchodzić, ona jest moja.” 3. gdy chciałam mu wyczyścić i zakroplić uszy. Chciał zjeść wacik i odstawił taniec frustracji, skacząc i szczekając na wysokości mojej twarzy. Wtedy się nie znaliśmy, dzisiaj łączą nas zupełnie inne relacje. Pies nabrał zaufania i przekonał się, że nie będzie do niczego zmuszany siłą. Dzięki temu czyszczenie uszu to teraz przyjemność, a człowiek to dostawca pożywienia, zaś z dostawcą trzeba żyć zgodnie, bo inaczej będzie pusty brzuszek. Tak jak wielokrotnie pisałam, Avil to odważny i samodzielny pies, ale również kochający wolność. Spacery z nim to przyjemność, o ile dookoła jest ogromna przestrzeń, bez zagrożeń. Czasami odbiega na dość dużą odległość od człowieka, ale też wraca na każde zawołanie bez problemu. Na początku kompletnie nie zwracał uwagi na człowieka, jakby zapominając, że mu towarzyszy. Myślę, że jest to efekt spędzania większości czasu w życiu w samotności. Do tej pory z nikim nie musiał się liczyć, na nikogo zwracać uwagi, nikogo pilnować. Dzisiaj nadal potrafi się zapomnieć i zawąchać, podążając śladem sarny lub dzika. Wtedy odkłada słuchawki i jedynie gwizdkiem można dotrzeć do jego świadomości. W większej części spaceru jednak odwraca się co chwila sprawdzając, czy człowiek jest w zasięgu wzroku, a może coś będzie chciał, a może zawoła, a może…. da smaczka. Albo raczej w odwrotnej kolejności: może da smaczka, a może… Największy Avilowy problem to niestabilne emocje, które w sekundzie mogą sięgać zenitu frustracyjnej radości (nawet nie wiem, czy jest taka nazwa, nigdy w teorii nie byłam mocna, ale wiem, jak ta radość wygląda w praktyce) czy stresu. Do tego nałożyły się jeszcze złe przyzwyczajenia rozładowywania tych emocji, które przynosiły psu ulgę, a tym samym były coraz silniejsze. Avil żył kiedyś przywiązany do kaloryfera, później było mu lepiej, bo miał kawałek ogródka i ocieploną budę. Zanim do nas przyjechał miał na sobie kolczatkę, która nieraz zadawała mu ból. Efektem tych doświadczeń jest to, że pies na widok smyczy bardzo się denerwuje. Zapewne niektórzy jego podskoki, dyszenie i kręcenie się odczytaliby jako radość z czekającego go spaceru, ale to bardzo „sfrustrowana radość”. Smycz, a zwłaszcza szarpnięcia nią, wyzwalają w bokserze zachowania obronne (gryzienie smyczy, próby wyrwania się) i jednocześnie agresję smyczową w stosunku do innych psów. Dziś jest na pewno lepiej niż przed miesiącem, ale nie mam pewności, czy będę potrafiła wyleczyć go z tego całkowicie. Dlatego uważam, że Avilowi potrzebny jest dom z ogrodem poza miastem. Być może za kilka tygodni czy miesięcy będziemy spokojnie poruszać się po miejskich ulicach, ale nie dam żadnej gwarancji, że sfrustrowane zachowanie nigdy nie wróci. U nas Avil mieszka w dość “ekstremalnych” warunkach: 4 psy, 5 kotów i 1 papuga, ale dzięki temu wiemy, że może spokojnie mieszkać z innymi zwierzętami. Do wszystkich ma bardzo przyjazny stosunek. Jeśli u nas wytrzymuje, to co mu tam jeden kotek, czy piesek w nowym domu. Nie da się wszystkiego opisać, ale przez ten miesiąc nastąpiła wielka zmiana w zachowaniu psa, udało nam się obniżyć wybuchy emocji i zmniejszyć ich częstotliwość. Nauczył się również paru komend z zakresu podstawowego posłuszeństwa.

      Poniżej filmy 1. Zapoznanie z psami

      http://www.youtube.com/watch?v=-P_fQWl1YBM&feature=relmfu

       2. Wszystkie 5 psów razem

      http://www.youtube.com/watch?v=XXXtFH1Y-o4&feature=relmfu

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mirabel1972
      Czas publikacji:
      niedziela, 08 kwietnia 2012 08:12
  • niedziela, 01 kwietnia 2012
    • Dzień z Avilem

      Zupełnie czym innym jest czytać o zwierzęciu i jego zachowaniach, a czym innym jest zobaczyć, jak
      zwierzę się zachowuje. Pojechałam więc do Czarnowody zobaczyć Avila. Jako
      korektorka tekstów na blogu o Avilu zyskałam do tego prawo ;).

      Nasze spotkanie było mało spektakularne, bo podczas odbierania mnie z Zamościa Avil siedział z tyłu
      samochodu, ale wyraźnie ucieszył się na mój widok, jak wsiadałam. Po dojechaniu
      na miejsce i wyjściu z auta grzecznie do mnie podszedł, obwąchał i pobiegł na trawkę.

      Pierwsze wrażenie: 100% bokser! Charakterystyczne bystre spojrzenie, czasem spokojne, czasem
      szelmowskie. Eksterierowo przepiękny: umaszczenie przyciągające wzrok, sylwetka
      typowa - szczupła i już troszkę umięśniona (pamiętajmy, że Avil nie miał okazji
      wykształcić mięśni, przebywał głównie w małej, ograniczonej przestrzeni).
      Wysoki, spory, ale z delikatną czaszką. Cudo nie pies!

      

       Pisząc te słowa jestem po oglądaniu Avila przez cały dzień, od wczesnego poranka do późnego
      wieczora. Miałam okazję obserwować go w domu w towarzystwie pięciu kotów,
      czterech psów i jednej papugi żako. Do tego ja - obca. Byliśmy również na
      trzech spacerach, najpierw we czworo: ja w towarzystwie trenerki S.,
      wychowującej Avila, Avil i ślepy kundel-znajda Nero; potem w pięcioro: my dwie,
      Avil, siedmioletnia bokserka i sześcioletni labrador. Późnym popołudniem
      poszłam sama na spacer z Avilem, ja - obca, podkreślam.

      

       W domu jest spokojny. Jedyne, na co nadmiernie reaguje, to ruch. Szybsze kroki człowieka
      poruszają go, w jednej sekundzie gotowy jest do zabawy. Przebiegającego kota
      Avil odbiera jako zaproszenie do gonitwy, ale w formie zabawy; kot
      niekoniecznie odbiera to jako zabawę, ale Avil zdecydowanie tak ;). Zaznaczam,
      że jest przy tym nastawiony wyłącznie zabawowo, nie agresywnie, i odwołanie go
      jest możliwe. Inne psy Avil spokojnie obwąchuje, traktuje normalnie, pokojowo.
      Jedynie Nero z powodu swojej ślepoty chodzi stale czujnie i niepewnie, czasem
      powarkując ze strachu (lęk wynika z niemożności widzenia otoczenia, co za tym idzie,
      jego oceny, a to wywołuje niepewność), co powoduje u Avila przede wszystkim
      konsternację - nie rozumie, o co chodzi, bo on generalnie nie widzi powodów do
      agresywnego reagowania. W domu trzeba w zw. z tym na nich uważać, ale na
      spacerze, gdzie mają większą przestrzeń, biegają zgodnie. Z pozostałymi psami
      Avil ma ustalone stosunki. Widziałam różne interakcje, ale
      to make the
      story short
      : w Avilu nie ma ani grama agresji. To jest niezwykle łagodny pies. Owszem,
      w kaszę nie pozwoli sobie dmuchać, ale unika wszelkiego konfliktu. Woli
      odpuścić zaczepkę, niż się w nią wdawać. Zasadniczo jego ulubionym zajęciem
      jest zabawa (bokser!). Wszystko potrafi przekształcić w zabawę, każde
      działanie. Oczywiście nie zawsze ma taką możliwość, bo czasem musi po prostu
      być posłuszny, ale to też nie sprawia mu kłopotu. Jest bardzo chętny do
      współpracy z człowiekiem i zgodny.

      

      Na spacerze potrafi bardzo się oddalić, ale zawsze wraca. Dobiega wtedy do człowieka, jakby chciał
      powiedzieć: “Jestem!”.

      To, co zobaczyłam na dwóch spacerach, zachęciło mnie do trzeciego, tylko z Avilem. Oczywiście,
      trochę się obawiałam, bo przecież nie mogłam powiedzieć po dziewięciu
      godzinach, że znam psa. Ale to, co widziałam od rana, było bardzo obiecujące -
      byłoby grzechem nie przekonać się samej.

      Avil bardzo chętnie ze mną wyszedł. Już na podwórku okazywał wielką radość z wyjścia. Dalej na
      niezmierzonych łąkach, polach i w lesie był blisko mnie. Na próby kontaktu
      odpowiadał bardzo chętnie. Zagadywany reagował zwróceniem uwagi, przywoływany
      podchodził, głaskany wyraźnie się cieszył. Ochoczo odbiegał spore kawałki, ale
      za każdym razem wracał. Widać, że jest samodzielny, pewny siebie i odważny.
      Jest pogodny i otwarty na człowieka. Spacer z nim był dla mnie olbrzymią
      przyjemnością. Czułam się spokojnie, pewnie i w stałym kontakcie z Avilem.
      Owszem, cały czas brałam poprawkę na to, że praktycznie nie znam psa, ale ani
      razu nie było sytuacji, w której czułabym się nieswojo.

      

       Moje wnioski z obserwacji po pobycie w domu i na trzech spacerach: Avil jest bystry, inteligentny,
      mądry i błyskawicznie się uczy. Do tego dodam z pełną odpowiedzialnością, że
      jest też łagodny i bezkonfliktowy. Weterynarz, który określił go jako psa
      agresywnego z pewnością nie widział, co czyni - niech mu to będzie odpuszczone.
      Avil jest uosobieniem łagodności, zgodności i zabawy. Jest odważny i
      samodzielny - może to być minusem dla ludzi, którzy chcą mieć pełną
      decyzycjność w każdej chwili nad każdym działaniem psa, ale dla mnie jest to
      zaleta: traktuję to jako zaproszenie do interakcji z psem, do traktowania się
      nawzajem z psem po partnersku. Cenię partnerstwo w stosunkach z każdym
      zwierzęciem, bo mimo że wiadomo, że ja mam decydujące słowo, to szanuję u
      zwierzęcia inicjatywę i pomysłowość.

       Myślę, że wystarczy moich obserwacji. Żeby być całkiem uczciwą, muszę też opisać moje emoje. Otóż
      zakochałam się w Avilu! Jest absolutnie cudowny, wspaniały i przekochany! :))
      Pies-marzenie! Odkąd wróciłam z nim ze spaceru nie mogę odżałować, że nie
      mieszkam na dużej posesji w sąsiedztwie łąk, pól i lasów - bez namysłu
      zaoferowałabym Avilowi dom!

       Ktokolwiek zdecyduje się na zaproszenie Avila do swojego życia, będzie miał z niego dużą pociechę.
      Każdy, komu Avil zaufa i kogo pokocha, będzie szczęściarzem. Owszem, trzeba z
      nim dużo pracować, ale jest to wdzięczna praca, bo szybko widać efekty. Jest to
      też pies wymagający, tzn. trzeba czasem mocno się nagłówkować, jak zareagować
      (jako że to zwierzę z inicjatywą i samodzielne), ale w mojej ocenie też jest to
      zaleta, bo dzięki temu zyskuje się towarzysza, który człowieka również szanuje.
      Czyli mamy szacunek za szacunek.

      Ważny jest też spokój i zrównoważenie emocjonalne człowieka. Avil miał w życiu dość uczuciowej
      huśtawki, teraz potrzebna mu jest tylko równowaga, konsekwencja, stałość,
      spokój i dojrzałość emocjonalna ludzi.

      Avil potrzebuje też bardzo dużej ilości ruchu i zabawy, ma masę energii i na pewno nie powinien
      spędzać całych dni w zamknięciu w mieszkaniu, ale tego akurat nie powinno się
      oferować żadnemu psu - każdy pies potrzebuje przestrzeni i towarzystwa.

       

      Nie mogę tu pominąć aspektu wychowania Avila. Widziałam na filmie, jaki był w dniu przyjazdu tutaj,
      po tygodniu i po dwóch tygodniach. Dzisiaj jest to zupełnie inny pies. Wesoły,
      a nie narwany, zrównoważony, a nie nerwowy, w bliskim kontakcie z człowiekiem,
      a nie oddalający się. W jego wychowanie została włożona olbrzymia praca, ale
      efekty są więcej niż zadowalające. I zwracam uwagę, że wystarczył raptem
      miesiąc, aby Avil stał się przyjemnym towarzyszem. Świadczy to o kompetencji
      ludzi oraz o usposobieniu i charakterze psa.

       Rodzi to pytanie, ile psów zostało zakwalifikowanych w historii tego świata jako agresywne i ile
      dostało drugą szansę? Ilu ludziom chciało się zaoferować psom po prostu godne
      warunki życia, konsekwencję, spokój i miłość? Obserwacja i poznanie Avila tylko
      potwierdza moją teorię, że zasadniczo nie ma zwierząt agresywnych od urodzenia
      - to ludzie swoich zachowaniem i traktowaniem zwierząt łamią im psychikę,
      niszczą zaufanie, z jakim zwierzęta przychodzą na świat. Niestety, jestem pewna,
      że nadal będzie się tak działo. Potrzeba dużo inicjatyw, aby uświadomić
      ludziom, że zwierzęta też czują radość i smutek, spokój i strach, niechęć i
      miłość, ból i komfort. Tym większa chwała dla Tymczasowego Domu Wychowawczego
      “Mirabel”, że potrafi dać żywy dowód na przekształcenie pozornie niemożliwego w
      możliwe i tym większa potrzeba znalezienia odpowiedzialnych właścicieli dla
      Avila.

       

      Tekst: Renata Gustowska (trener rozwoju osobistego. Prowadzi coaching i szkolenia z rozwoju
      osobistego, przywództwa, budowania zespołu, budowania relacji z klientami,
      zarządzania zmianą. Jej specjalnością są warsztaty z zarządzania kompetencjami
      przywódczymi i emocjami przy pomocy zwierząt (koni, psów).

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mirabel1972
      Czas publikacji:
      niedziela, 01 kwietnia 2012 13:17
  • środa, 28 marca 2012
    • Nie wszystko zawsze się udaje

      Ja z moją Mirabelą

      fot. Renata Gustowska

      Czytając
      moje wpisy bądź oglądając filmy ze szkolenia Avila, niektórzy mogą odnieść
      wrażenie, że wszystko nam przychodzi łatwo i szybko. Fakt, przez ten miesiąc
      dokonała się w Avilu wielka zmiana, ale… to nie znaczy, że jest psem idealnym,
      a ja mam różdżkę czarodziejską, za pomocą której go naprawiam.

      Choć boksio jest zdrowym psem, to ma najgorsze rany z możliwych ran, których nie
      widać. A te leczy się dużo trudniej. Nie można podać antybiotyku ani witamin.
      To rany psiej duszy. Trudno się goją i zawsze mogą odnowić. Dużo czasu minie,
      zanim Avil nauczy się ufać człowiekowi w 100%, ale przez regularną, codzienną
      pracę ma szanse wrócić do równowagi psychicznej.

       Cieszę się każdym kroczkiem do przodu, ale każdego dnia zdarza się nam kroczek w tył.
      Trener nie może załamywać się porażkami i za długo ich przeżywać - tylko tyle,
      ile jest mu potrzebne na wyciągnięcie wniosków, pozwalających uniknąć w
      przyszłości popełnionych błędów. Dlatego dzielę się z Wami naszymi sukcesami,
      ale chciałabym, abyście wiedzieli, że chwilami nie jest łatwo nam się dogadać.
      Tym bardziej, że to chłopaczek dobrze wiedzący, czego chce. Muszę się nieźle
      nakombinować, aby zaakceptował moje propozycje, przekonać, że dane zachowanie
      bardziej mu się opłaca niż dotychczasowe. Przykładem może być np. przechodzenie
      przez próg. Ćwiczymy od pierwszego dnia, że nie należy się wpychać, skakać,
      piszczeć, szczekać itd. Pokazuję mu, że „siad” przed drzwiami, spokojne
      poczekanie na słowo „proszę” i spokojne wyjście z zatrzymaniem się zaraz za
      progiem, będzie dla niego bardziej opłacalne. A w sumie dla nas obojga
      przyjemniejsze. Jednak w związku z rozregulowanymi emocjami Avila i
      dotychczasowymi przyzwyczajeniami bardzo trudno jest mu to przyjąć. Dlatego raz
      nam się udaje, a innym razem nie. W pracy z psem nie używam narzędzi przymusu
      bezpośredniego typu kolczatka czy halter, pies zawsze ma wybór. Zależy mi, aby
      to on chciał być ze mną i bawić się w moją grę.

       Uważam, że używanie przymusu, siły czy agresji wobec psa świadczy o słabości, braku wiedzy i umiejętności trenera.

      Czy nigdy nie zdarza mi się krzyknąć na psa? Niestety, zdarza i wtedy czuję się
      fatalnie. To świadczy o mojej niedoskonałości i o tym, że jestem tylko
      człowiekiem. Jednocześnie pokazuje, nad czym w sobie muszę jeszcze popracować.
      Bo dobry trener powinien doskonalić przede wszystkim siebie i cały czas nad
      sobą pracować. Nie można dobrze szkolić psów będąc samemu rozchwianym
      emocjonalnie. Cierpliwość, opanowanie, spokojna konsekwencja - to jedne z
      najważniejszych cech dobrego specjalisty od zwierzęcych zachowań.

       Moja
      babcia nigdy nie mogła tego pojąć, ponieważ zna mnie od dziecka i doskonale
      wie, że nie mam cierpliwości, jestem wybuchowa i bardzo emocjonalna w stosunku
      do ludzi. Widząc mnie w pracy z psem, zadaje mi zawsze to samo pytanie: “Nie
      mogłabyś być taka dla ludzi, jak dla psów?” Niestety, nie potrafię.

      autor:              Sylwia Gajewska, fundacja "Pomocna Łapa"

      korekta tekstu: Renata Gustowska

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mirabel1972
      Czas publikacji:
      środa, 28 marca 2012 15:43
  • niedziela, 25 marca 2012
    • Zapoznanie z psami

      Wiele
      się wydarzyło podczas tego tygodnia w życiu Avila. Był kilka razy w mieście,
      miał zdjęte szwy po kastracji, ale najważniejsze przeżycie to zapoznanie z
      psami mieszkającymi z nami.

      Wprowadzenie
      do domu szczeniaka wiąże się z ryzykiem, a co dopiero dorosłego psa, w tym
      wypadku dodatkowo z nieznaną przeszłością. Człowiek podejmując taką decyzję
      powinien być świadomy jej konsekwencji, które na początku są nie do
      przewidzenia. Już o tym pisałam, ale to bardzo ważne. Trzeba pamiętać, że temu
      psu wali się cały dotychczasowy świat, nawet jeśli nie był on „różowy”. Psa
      nikt nie pyta o zdanie. Sytuację oceniamy przez własny pryzmat i to, co nam
      wydaje się ok, dla psa może być czymś odwrotnym.

      Często
      czytam, że w godzinę czy dzień-dwa po adopcji ludzie rezygnują, bo: „Muszę
      oddać, bo jest agresywny w stosunku do psa”, 
      „zaatakował kota” itp. A ja pytam: czy taki człowiek przeszedł
      jakiekolwiek szkolenie albo choćby rozmowę ze specjalistą, który pomógłby,
      przygotował, podpowiedział, jak wprowadzić nowego członka do domu, w którym są
      już zwierzęta???

                  Najważniejsze. Przez pierwsze dni dać psu święty spokój!!!!

      Przez pierwszy tydzień od Avila nie wymagałam niczego. Miał wolność, przestrzeń i
      ludzi, do których musiał nabrać zaufania. Wzmacniałam mu jedynie zachowania,
      które mi się podobały. Miał czas na poczucie się bezpiecznie w nowym miejscu,
      poznanie otoczenia, ale również i wszystkich mieszkańców poprzez zapachy, które
      zostawiali. Nasze psy również miały okazję poznać Avila. Pod koniec tygodnia
      rozpoczęłam naukę prostych komend dla wzmocnienia więzi i zaufania między nami.
      Dopiero wtedy, gdy między nami powstała zrozumiała komunikacja, mogłam zapoznać
      go z psami.

       

      Odbyło się to:

      1. Po południu, po długim spacerze zarówno Avila, jak i innych czworonogów.
      2. Na olbrzymiej, neutralnej przestrzeni.
      3. Pojedynczo (jeden na jeden, nie wszyscy na jednego).

       

      Ad.1.
      Dlaczego po południu i po spacerach tego chyba nie muszę wyjaśniać szczegółowo.
      Powiem tylko, że  dzięki temu ich energia
      była bardzo niska.

      Ad.2.
      Dlaczego w przestrzennym miejscu? Aby każdy z psów mógł oddalić się, jeśli
      sytuacja zaczęłaby go przerastać. Musimy pamiętać, że psy w odróżnieniu od
      ludzi unikają konfliktów i jak tylko da im się taką możliwość, to rozwiążą
      problem bez konfrontacji i agresji.

      Ad.3.
      Jeśli w domu jest więcej niż jeden pies, nowy czworonóg z każdym powinien
      poznawać się indywidualnie. Przede wszystkim dlatego, że jeśli dobiegłyby do
      niego dwa ciekawskie stworzenia i zaczęły obwąchiwać, mógłby poczuć się
      zagrożony. Nie miałby możliwości poznać każdego z osobna, bo wąchając jednego
      musiałby uważać na zachowanie drugiego. To zapewne doprowadziłoby go do
      frustracji, a w konsekwencji do obrony i agresji. Na koniec ja prawdopodobnie powiedziałabym, że pies nie nadaje się do mieszkania z innym psem. A tak twierdzę z całą odpowiedzialnością, że Avil nie jest psem agresywnym w relacji z innymi psami i może mieszkać z innym przedstawicielem
      tego gatunku, pod warunkiem odpowiedniego zapoznania osobników. Ten warunek
      jest niezbędny nie tylko w przypadku Avila, lecz każdego psa.

            autor:        Sylwia Gajewska

      korekta tekstu: Renata Gustowska

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mirabel1972
      Czas publikacji:
      niedziela, 25 marca 2012 21:40
    • Postępy, czyli co robiliśmy przez pierwsze 3 tygodnie

      Zapraszam na do obejrzenia filmu.

       

      http://youtu.be/usuEfwfKmuQ

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mirabel1972
      Czas publikacji:
      niedziela, 25 marca 2012 21:35
  • wtorek, 20 marca 2012
    • Zamość nam nie straszny.

      To był dzień pełen wrażeń dla Avila. Pobudka o 6.30, do godziny 8.00 krótki spacer
      i kręcenie się w okolicy domu, bo boksio bardzo chciał wejść do swojego
      pokoiku, w którym stało śniadanko. Odpoczynek do 9.00, krótki spacer, a potem
      prace w ogródkuJ; moim zadaniem było
      obcinanie róż, a Avila - towarzyszenie mi w pozycji siad. Chwilami było mu
      nudno i chciał odejść, ale w sumie jestem z niego zadowolona, bo dość spokojnie
      wytrzymywał komendę. Potem w nagrodę znów spacerek z ćwiczeniem chodzenia przy
      nodze do godziny 11.00. Odpoczynek do 14.00. 
      Od 14.00 do 15.30 wycieczka po okolicy. Radości było co nie miara.
      Godzina wąchania i biegania. Szukania mnie, bo chłopczyk ma tendencję do
      odbiegania na dość dużą odległość, nie kontrolując, gdzie jest człowiek. Pobawiliśmy
      się w  „kto idzie pierwszy”.
      Ponagradzaliśmy za przychodzenie i chodzenie przy nodze. Ja się czułam bardzo
      nagrodzona, bo boksio dość często znajdował się przy moim boku, czyli są efekty
      codziennej pracy. Po szalonych galopach, z jęzorami wywieszonymi do ziemi,
      wracaliśmy do domu. I tu było różnie. Przyzwyczajenie do napiętej smyczy jest
      olbrzymie. Frustracja, gdy smycz ogranicza ruch. Raz przez moment próbował ją
      gryźć. Parę razy staliśmy nawet kilka minut, zanim Avil zdecydował się odpuścić
      i podejść do mnie. On wie dobrze, o co chodzi i zna zasady, długo szedł
      bardzo ładnie na luźnej smyczy. Tylko wtedy, jak chce dotrzeć gdzieś szybciej,
      smyczowe ograniczenie bardzo go irytuje. Po powrocie 15 min. odpoczynku i
      ruszyliśmy na podbój Zamościa, a dokładniej parkingu pod Kauflandem.

       Stosując moją zasadę “nastaw się na najgorsze, a będziesz miło zaskoczona”, muszę
      powiedzieć, że naprawdę jestem zadowolona z tego pierwszego pobytu w mieście.
      Oczywiście wszystko go interesowało, był mocno podekscytowany, ale do
      opanowania. Jechałam przygotowana na to, że przeciągnie mnie przez pół miasta,
      tymczasem łobuziak tylko przyglądał się wszystkiemu i wszystkim uważnie. Jego
      ruch był mało przewidywalny, ale nie szarpał się jakoś strasznie, poza
      wyjątkiem, kiedy trzy metry od nas przechodził pies. W zasadzie ludzi
      ignorował, dzieci go ciekawiły. Ku mojemu zaskoczeniu potrafił przez kilka
      sekund się skupić i wziąć smaczki. Tutaj znowu było widać, że ćwiczenia, jakie
      robimy w miejscu spokojnym, powoli stają się wkodowane i zaczyna robić je
      automatycznie. Oczywiście dominowały emocje, emocje i jeszcze raz emocje, ale i
      tak jestem z niego dumna. Do domu wróciliśmy o19.00. Czeka nas jeszcze krótki
      spacer o 22.00 i rano zabawa od początku.

      Podsumujmy
      godziny spacerów:

      6.30-8.00     to 1,5h

      9.00-11.00   to 2.0h

      14.00-19.00 to 5.0h

      Razem             8,5h

      Podczas spaceru w mieście obawiałam się jednego: aby ludzie nie próbowali go pogłaskać,
      bo nie byłam pewna jego reakcji. Był mocno podekscytowany, więc o niepożądaną
      reakcję nietrudno. Na szczęście Zamościanie rzadko kiedy zaczepiają psy.

      Czy ten pies nadaje się do mieszkania w mieście w bloku? Na dzień dzisiejszy
      absolutnie NIE.  Natomiast jest
      fantastycznym kompanem dla kogoś, kto mieszka w domu z ogrodem. Jest to osobnik
      nienarzucający się i chętnie towarzyszący człowiekowi. Nieuciążliwy przy
      spokojnym, zrównoważonym traktowaniu.

      Dzień był pełen wrażeń i oboje padaliśmy na pyski ;).

      W poniedziałek i wtorek również jechał samochodem do miasta, ale z niego już nie wysiadał w ramach nauki - "nudno-trzeba spać". Aby samochód nie kojarzył mu się z atrakcjami i ekscytacją.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mirabel1972
      Czas publikacji:
      wtorek, 20 marca 2012 15:28