Tymczasowy Dom Wychowawczy MIRABEL

Wpis

środa, 18 kwietnia 2012

Wybór

Ostatnio znajoma zadała mi > pytanie: dlaczego robię to co robię? I stwierdziła, że z moją wiedzą i
 doświadczeniem powinnam otworzyć szkołę dla psów i zarabiać na tym
pieniądze. Stwierdziła, że to łatwiejsza droga, no i przynosząca konkretny dochód.
Tym bardziej,  że w mojej okolicy nie ma nikogo, kto szkoli psy.
 W jednym się z nią zgodziłam: konkretny dochód. Co do pozostałych punktów,
 mam inne spojrzenie. Swoje   zdanie argumentowała tym, że taki instruktor w szkole poświęca kilka godzin
 miesięcznie, a cała robota spoczywa na właścicielu. Jak coś nie wychodzi, to winny jest on, a nie szkoleniowiec.
Natomiast biorąc psa do siebie i to w dodatku problemowego, ryzykuję
 zdrowiem,  nie mam na kogo zrzucić odpowiedzialności za niepowodzenia, no i pieniądze
żadne.  Nigdy nie patrzyłam na tę kwestię z tej perspektywy. Zastanowiłam się przez
 chwilę nad jej słowami i uważam, że wszystko to prawda, ale……
 I znowu „ale” najważniejsze
 Muszę powiedzieć, że szczerze > podziwiam moich kolegów prowadzących szkoły szkolenia psów.

Dlatego, że oni pracują NAD LUDŹMI i ich zachowaniem, nie nad psami.

A moim zdaniem to bardzo trudna praca.  Wiem,  jak trudno jest powstrzymać złość,

widząc fajnego psa i nieogarniętego właściciela. Wiem, jak wkurza to, że ludzie nie słuchają,

 a tym samym nie stosują się do wskazówek, jak zasmuca fakt że niszczą własne psy. Czasami
 zdarza  się, że ktoś się do mnie zgłosi z prośbą o poradę, ale żeby ją uzyskać
  musi mu bardzo zależeć, bo w innym wypadku, nie ma czego u mnie szukać.
 Taką osobą była młoda studentka z 3 miesięcznym szczeniakiem w typie labradora.

 Wydawała się osobą rozsądną,  pomimo niechcianego gwiazdkowego prezentu
 w postaci pieska, podeszła bardzo odpowiedzialnie. Pomimo, że studiuje za
 granicą  wzięła psa ze sobą.  W niedługim czasie musiała wyjechać i miałyśmy
ograniczony czas na naukę, dlatego prosiłam, aby wszystko sobie  zapisywała.

 W tej chwili suczka ma 7  miesięcy, a pani zadzwoniła do mnie zdruzgotana, bo sobie z nią nie radzi.
Pies na  spacerze kompletnie nie zwraca na nią uwagi i  zawołany do niej nie podchodzi.

Z relacji pani „sunia jest złośliwa, bo  dobrze  wie, że źle robi”, ”mnie ręka boli, a ona i tak robi później to samo”. W
 tym momencie zadałam pytanie „Od czego panią boli ręka? „No, bo jak już uda mi
się ją złapać, to jej klapa przyłożę, ze złości, zresztą mówię jej, że jak ją  dorwę, to jej pokażę”.

Trudno mi nawet opisać> własne uczucia, jakie mną targały i dobrze, że rozmowa odbywała się przez
 telefon. Pani sama dodała, że pamięta moje słowa, że: pies nie rozumie, że się  nie bije psa itd.,

Ona jest jednak przekonana, że jej suczka rozumie. Poza  tym dziewczyna jest u kresu wytrzymałości nerwowej,

bo podczas przywoływania sunia drażni się z nią.  Na co ja jej od razu opisałam, w jaki sposób zachowuje się jej pies w tej
 sytuacji. Oczywiście potwierdziła ze zdziwieniem, że nie widząc sytuacji opisałam  dokładnie zachowanie psa.

Zapytałam również, czy przez te miesiące ćwiczyła warunkowanie gwizdka.

 Odpowiedź oczywiście przecząca. Nawet go nie kupiła. Jedyne, co mogłam jej
 poradzić, to żeby zwróciła się do specjalisty i zaczęła pracę nad sobą.
Pani zrezygnowała ze spotkania. Zadzwoniła jednak wieczorem z
płaczem, bo właśnie połamała parasolkę na psie, a on i tak robi swoje i ma
 ją w nosie. Cóż ja mogę zrobić? Nie jestem psychologiem ani psychiatrą! Żal mi oczywiście psa.
Po takiej rozmowie stanowczo wolę  swoją pracę, chociaż biorę pełną odpowiedzialność na swoje barki, przeżywam
 porażki i sukcesy, ale najważniejsze jest to, że nie muszę denerwować się
 postępowaniem właścicieli wobec swoich psów. I choć nikt nie płaci mi za
każdą godzinę pracy z psem - to robię to z ogromną przyjemnością. Moim zdaniem
 instruktorzy  prowadzący szkolenia dla ludzi z psami i tak za mało zarabiają, bez
względu na  to, ile to jest. Leczenie nerwów jest bardzo drogie. Pozdrawiam ich
 wszystkich i trzymam za nich kciuki, bo ktoś tę robotę   musi wykonywać i cieszę się, że nie jestem to ja.
 
 Wracając do mojej pracy.
Wspomniałam wcześniej o gwizdku. Dla mnie przywołanie i przywołanie
 awaryjne (gwizdek) to najważniejsze komendy. Pies może nie umieć siadać, warować…
może  nic nie umieć, ale musi wracać. Dlatego pierwsze, co robię z psem, gdy
 trafi w moje ręce, pracuję nad warunkowaniem gwizdka.
 Wczoraj przekonałam się po raz kolejny, jakie to ważne. Byłam z Kazikiem i Avilem na spacerze.

Już wracaliśmy i boksio oddalił się w stronę domu (zawsze jest pierwszy w domu). Jednak
 tego dnia zawąchał się na łące. Ja z labkiem dotarłam do domu, a jego nie było.
Myślałam, że poszedł do sąsiada przywitać się, ale nie. Zaniepokoiłam się dość
 mocno, bo nigdy się to nie zdarzało, aby znikał na dłużej niż 3 minuty, a dodatkowo
 zbliżał się wieczór. W mojej głowie nastała burza, starałam się zachować
 spokój, ale wyobraźnia zaczynała brać górę. Wróciłam po gwizdek, użyłam i w
ciągu minuty Avil był przy mnie, choć  biegł z bardzo daleka. Głupolek zamiast wrócić do domu, to szukał mnie w
 ostatnio widzianym miejscu. Widać było u niego zaniepokojenie i radość, że się
 odnaleźliśmy. U mnie zresztą też :).

Tutaj film z ćwiczeń nad awaryjnym przywołaniem

 http://www.youtube.com/watch?v=PvPORrRkrmo

http://www.pomocnalapa.pl/mods/cms/public/uploaded/700%20x%20131.png

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
mirabel1972
Czas publikacji:
środa, 18 kwietnia 2012 23:18

Polecane wpisy

  • zmiana

    Przenieśliśmy się tutaj: http://tdwmirabel.blogspot.com/2012/05/ostatnioposkramialismy-straszny-obiekt.html

  • Podsumowanie pierwszego miesiąca

    Minął miesiąc odkąd Avil mieszka w Tymczasowym Domu Wychowawczym „Mirabel”. Mamy na koncie kilka sukcesów i kilka porażek. W naszych warunkach to pi

  • Dzień z Avilem

    Zupełnie czym innym jest czytać o zwierzęciu i jego zachowaniach, a czym innym jest zobaczyć, jak zwierzę się zachowuje. Pojechałam więc do Czarnowody zobaczyć

Trackback