Tymczasowy Dom Wychowawczy MIRABEL

Wpis

poniedziałek, 05 marca 2012

WIEJSKI AMANT NA ŚRODKU POLA

Tutaj możecie zobaczyć słodkiego Awila zaraz po przyjeździe do DT "MIRABEL"http://youtu.be/FEw4NFe-Vdc

 

4.03.2012r

Drugi
dzień pobytu Awila w DT „Mirabel”. Poranny spacer o 6.30 zwariowany. Czuję, że
moje ręce są coraz dłuższe. Pies szarpie smyczą niemiłosiernie, wychodzenie z
pomieszczenia jest męczarnią dla niego i dla mnie. Próbuje przeciskać się
między mną a drzwiami, mój refleks i timing podlegają ciągłemu sprawdzianowi.
Spuszczony ze smyczy bokser startuje jak torpeda wszystko jedno w którym
kierunku, wraca do mnie z tą samą prędkością. Myślę, że przestawienie moich
kolan w drugą stronę jest tylko kwestią czasu. Choć przyznaję: ani razu mnie
nie uderzył, zawsze zdążył ze zmianą kierunku. Jednak jak nie moje kolanka, to
jego ząbki, na które muszę równie mocno uważać, bo słodki Awil chętnie daje
buziaki z rozbiegu. I tak czujna spaceruję z moim nowym podopiecznym po
otaczających nas łąkach, co chwila zmieniając kierunek.

Otaczający
nas błogi spokój jednak nie obniża energii tego psa, mojej też nie. Szczególnie
jak wskakuje na mnie 33 kilo boksera i upiera się, że wybrał mnie na partnerkę
seksualną. Powiedziałabym, że zakochany bokser jest jak zakochany południowiec.
Temperamentny, szybki i upierdliwy. Na szczęście nie miałam nigdy narzeczonego
Włocha, Hiszpana czy Greka. Spotkanie Awila to i tak nadmiar emocji.

            Spokojna, ale uważna, aby nie
stracić bądź nie mieć uszkodzonej jakiejś części ciała, próbuję wychować psisko
przy tak doskonałej okazji, jaką jest spacer. Staram się przekonać go, że nie
grozi mu z mojej strony niebezpieczeństwo ani ograniczenie jego swobody. W tym
celu przykucnęłam, aby zachęcić go do podejścia do mnie. Nie zdążyłam nawet się
obejrzeć, jak wylądowałam na kolanach, a na mnie pies wykonujący ruchy
kopulacyjne! Zerwałam się, odsuwając go z całej siły i rozejrzałam wokoło. Taki
widok mógł również widza powalić na kolana, ale ze śmiechu! Jak bym
wytłumaczyła sąsiadom, że ja właśnie szkolę tego psa?! ;))

Byłam
nieco zażenowana całą sytuacją, jednak zadowolona, że nie wydarzyło się to na
trawniku w centrum Warszawy. Jak ochłonęłam, przypięłam winowajcę na smycz i nadal
próbując nie stracić rąk, wróciłam do domu.

http://www.pomocnalapa.pl/mods/cms/public/uploaded/700%20x%20131.png

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
mirabel1972
Czas publikacji:
poniedziałek, 05 marca 2012 11:32

Polecane wpisy

Trackback